Powroty do szkoły były fajne

Leave a Comment

To już drugi raz, jak początek września dla mnie jest dopiero początkiem końca wakacji, a nie ich mglistym wspomnieniem. Uczniowie, spakowaliście plecaki i ruszyliście do Waszego drugiego domu. Super, nie?

No dobrze, skończę już z tą szyderą, bo szczerze mi Was szkoda. Ale nie dlatego, że musicie wstawać rano do szkoły, a ja nie. Szkoda mi Was, bo przeżywacie to jakoś niezwykle boleśnie. Chyba nigdy tak nie miałem.

Dla mnie każdy kolejny wrzesień to był początek czegoś nowego, najciekawsze zawsze były te wrześnie, kiedy zaczynałem nowy etap edukacji – czwarta klasa, bo nagle zamiast trzech przedmiotów jest z dziesięć, gimnazjum, bo to przecież już poważny wiek, no ale czy aż na tyle, żeby nie było przyrody? I liceum, bo żarty się skończyły, ale przyroda wróciła.

(No może nie do końca, pierwsza klasa niby była z normalnymi chemiami i geografiami, ale po zmianie profilu przed pójściem do drugiej klasy czułem się, jakbym zaczął liceum od nowa.)

Bądź co bądź, wrzesień to była jakaś tam świeżość. I to było wręcz namacalne. Po wstawaniu w bliższej lub dalszej okolicy południa codzienne spacery na przystanek w już-nie-wakacyjnej mżawce, to było prawdziwe orzeźwienie. Zresztą już w sierpniu miałem coś takiego, że mi się chciało tyłek posadzić w ławce i wyjąć zeszyt.

Jak przyszło co do czego, to zapału starczało mi maksymalnie do października, a i to rzadko kiedy, ale jednak pierwsze dni września lubiłem zawsze.

Na koniec tego pastwienia się nad biednymi jeszcze-nie-studentami zacytuję snapa Kasi z przedwczoraj: co wy tak przeżywacie? Przecież i tak pierwszy tydzień to będzie lajcik.

A już za dwa dni piątek, piąteczek!

Zdjęcie to Green Chameleon z unsplash.com.
Next PostNowszy post Previous PostStarszy post Strona główna

0 komentarze:

Prześlij komentarz