Liny 2

2 comments
Nie warto zabierać się za ten tekst, jeśli nie czytałeś pierwszej części. Możesz to nadrobić w tej chwili, klikając tutaj - Liny. Jeśli tamten tekst jest Ci znany, zapraszam na część drugą - ostatnią.

Z zielenią stało się coś dziwnego. Drzewa sięgające chmur za dnia i gwiazd w nocy zaczęły tracić liście. Spadały powoli, klucząc wśród oddechów wiatru gdzieś pomiędzy konarami. Bieg rzeki spowalniał, a wody ubywało. Była jakby susza. Jakby, bowiem nikt nie zauważył, że coś zaczyna się zmieniać, kruszyć. To przyszło nagle. Kwiaty zwiędły, motyle zginęły gdzieś w cieniach lasu, a pszczoły nie wychodziły ze swoich gniazd. To był trudny czas dla tego świata, który przez wiele dni, miesięcy i lat był poukładany w kolorowy, radosny sposób.



Olbrzym i mała dziewczynka, ściskając w dłoniach liny, patrzyli sobie w oczy. Oboje chcieli coś powiedzieć, coś na kształt pożegnania, jednocześnie nie rozstając się. Wreszcie olbrzym pochylił głowę, jakby skruszony tym, że jest większy od małej dziewczynki, tym, że oddzielają go od niej liny. Oboje przyzwyczaili się już do tego, że są - oni i liny. Przyzwyczaili, ale nigdy z tym nie pogodzili. Wolno, delikatnie, a zarazem bardzo wyraźnie i zdecydowanie pogłaskała go po włosach. Byli teraz razem przy linach. Byli teraz osobno przy linach. Ta chwila miała nigdy się nie skończyć.

Lecz kiedy liście zaczęły swój lot ku ziemi, kwiaty uschły, a źródło przestało dzielić się wodą z tym światem, uschły również liny, które oddzielały olbrzyma i małą dziewczynkę. Po wielu łzach i uśmiechach, które spędzili wspólnie, mogli zbliżyć się tak jak nigdy dotąd i być razem. 

Ale i olbrzym, i mała dziewczynka byli wtedy już daleko, bardzo daleko od lin. Każde z nich było już kimś innym. Olbrzym przestał być tak duży i niezdarny. Pozostała mu siła i wyjątkowość. Mała dziewczynka dorosła. Zachowała swoją wrażliwość i łagodność, ale potrafiła podejmować trudne decyzje. Pierwszą z nich było odejście od lin. Po przeciwnej stronie odszedł olbrzym.



Ten świat się skończył. Nie było już kwiatów i drzew. Ptaki nie przemierzały już podniebnych szlaków. Źródło wyczerpało się. Sarny i lisy skończyły się - po prostu zniknęły. Nie było już olbrzyma i małej dziewczynki, choć żyli oboje. Żyli w nowym innym świecie. Pamiętali siebie nawzajem i byli sobie wdzięczni za czas spędzony przy linach. Choć mieli już tyle za sobą, nie mieli za sobą niczego. Wszystko było przed nimi.

Wykorzystałem zdjęcie ze strony unsplash.com. Jeśli chcesz być na bieżąco ze wszystkim, co dzieje się na Jest Czytelnie, dołącz do NEWSLETTERA i polub fanpage na fejsie.
Next PostNowszy post Previous PostStarszy post Strona główna

2 komentarze:

  1. Po przeczytaniu pierwszej części miałem wrażenie, że gdzieś już kiedyś podobną historię czytałem (nie jest to zarzut i posądzenie o plagiat, jedynie stwierdzenie faktu), jednak ostatecznie nie byłem w stanie odnaleźć konkretnej książki lub tekstu, więc przeszedłem nad tym do porządku dziennego. Dziś, po przeczytaniu drugiej części, przypomniałem sobie. Jest to opowiadanie "Miłość to plan, plan to śmierć" J. Tiptree Jr.; te podobieństwa są raczej niewielkie i być może trudne do odnalezienia na pierwszy rzut oka, niemniej jednak polecam lekturę owego opowiadania (http://niniwa22.cba.pl/milosc_to_plan.htm) i gratuluję tekstu, na który trudno mi znaleźć właściwe określenie; chyba najlepiej pasuje tu słowo "subtelny" i jest to jak najbardziej komplement.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chętnie sprawdzę polecane przez Ciebie opowiadanie i dziękuję za "subtelny". W przypadku tego rodzaju tekstów, to zawsze jest komplement.

      Usuń