Kiedy w średniowieczu chrześcijańscy władcy mieli ochotę powiększyć swoje państwo o terytorium, na którym rządził niechrześcijański władca, brali miecz, pochodnię i parę tysięcy żołnierzy i ruszali "chrystianizować" kolejne ziemie. Oczywiście w imię głoszonej przez Chrystusa miłości do bliźniego zabijali ludzi i palili wsie. Całą naukę przekazaną przez apostołów rzucili na ziemię, a potem podnieśli i wytarli sobie nią gębę.

Blisko tysiąc lat później w imię poprawy byt ludu robotniczego "reformatorzy" mordowali i grabili - wszystkich jak leci, biedny czy bogaty - nieważne. Teraz tak musi być, bo jest rewolucja. Będzie po naszemu, to będzie dobrze. Rewolucja pożerała własne dzieci i to nie tylko u Żeromskiego. Z ideą wolności na ustach strzelano i gwałcono - nie tylko "nierównych". Głęboko gdzieś była równość. Bardzo głęboko.

A dziś? Dziś sztandarem demokracji wycierają sobie nos ci, którzy niedawno sami tę demokrację psuli. Złamali konstytucję, ale dopiero dziś przeciwko temu protestują. Oskarżali o podpalanie Polski, dziś sami ją podpalają. Walczą z obecną władzą, chciał nie chciał, demokratycznie wybraną. W obronie... demokracji. W rzeczywistości demokracja niewiele ich obchodzi. Przecież przez ostatnie osiem lat było jedno wielkie kolesiostwo, partyjniactwo i obsadzanie czego się tylko da ludźmi obozu rządzącego. A dziś zależy im na demokracji?

Nie dajcie sobie odebrać pięknych wartości, które wypracowały setki, jeśli nie tysiące pokoleń. Nie dajcie sobie zabrać tych pięknych ideałów, za które wielu ludzi oddało życie. Dziś nie zmieniło się nic - wciąż komuś zależy na własnym interesie, wciąż ktoś wyciera sobie gębę Waszymi ideałami.

PS. Nie utożsamiajcie mnie z PiSem, please. Nawet się nie chcę o nich wypowiadać. Ja tu tylko o wartościach piszę.

Lektury szkolne - bez sensu

Po co przerabiać coś takiego jak "Chłopi"? Ciężki język, akcję trudno określić "wartką", fabuła taka bez szału. To samo "Ludzie bezdomni". Był Judym, który pochodził z biednego domu, został lekarzem, chciał pomagać biednym, kobiety zawróciły mu w głowie, a jak wreszcie kroiło się coś poważnego, to stwierdził, że jednak musi wrócić do biednych. A po co przerabiać "Granicę"? Jakiemuś chłopu oblewają twarz kwasem, potem sam strzela sobie w głowę. Też mi historia. Bez sensu te lektury, chyba się ze mną zgodzicie?

Konkurs: to Zenon z Justyną czy Elżbietą?

Ja vs. Granica

Siadając do "Granicy" liczyłem, że nie zanudzę się na śmierć i jakoś przebrnę przez tę powieść. Tytuł niby niejasny, ale jednak coś tam sugeruje. Albo będzie przebiegać między kimś a kimś jakaś wyraźna granica, albo ktoś jakąś granicę będzie przekraczał. (Staliśmy nad przepaścią i uczyniliśmy wielki krok naprzód, czy jakoś tak) Pierwsze podejście było moją porażką, zasnąłem, a wcześniej wynudziłem się na tyle, że przegapiłem... wszystko, co się temu Zenonowi przydarzyło na kilkunastu pierwszych stronach.

Na szczęście potem było już tylko lepiej. Kroczek po kroczku zbliżałem się do połowy książki, a tutaj nareszcie akcja ruszyła. Skupiony śledziłem kolejne wydarzenia rozgrywające się pomiędzy tercetem Elżbieta-Zenon-Justyna. Trochę zmęczyły mnie wątki poboczne, jednak nie można narzekać - jak na lekturę, to czytało się przyjemnie.

Przeczytane - warto

Jeszcze zanim dobrnąłem do końca "Granicy" zauważyłem, że jest... kapitalna.
  • "Granica" pierwotnie nosiła tytuł "Schematy". Był on równie trafiony, bo Nałkowska jasno pokazała proces powtarzania błędów przodków przez kolejne pokolenia. Czy nie jest tak, że często chcemy być inni niż nasi rodzice, dziadkowie, buntujemy się przeciwko nim, a koniec końców kopiujemy ich zachowania? "Granica" pokazuje to idealnie.
  • Skomplikowane relacje damsko-męskie, ich waga i konsekwencje złych wyborów - to wszystko jest gdzieś w trójkącie Elżbieta-Zenon-Justyna. Skutki niepowiedzenia "nie" w odpowiednim momencie widać tutaj jak na dłoni (o tym może nawet napiszę osobny tekst, bo świetny temat "na oddzielną konferencję").
  • Podłoga dla Ciebie to sufit dla kogoś innego. Albo na odwrót. "Granica" pokazuje, niestety nie do końca przestarzałe, podziały w społeczeństwie. Z biegiem kart rodzi się refleksja nad tym, jaki wpływ miało położenie Justyny na jej odczuwanie romansu z Zenonem. I jaki wpływ ma nasza przeszłość, wychowanie, kompleksy, położenie na to jak odbieramy innych ludzi?
  • Ileż to razy mówimy sobie "dobra, ostatni raz oszukam, żeby mieć spokój i następnym razem będę już porządny", ile razy myślimy, że to tylko jeden nic nie znaczący czyn, czynek dosłownie, kto by się tym przejmował. No ostatni raz. A potem budzimy się z ręką w nocniku. Jak Zenon.
  • To, co mnie najbardziej wkurzyło w całej powieści, to opis psa. Fitek to, Fitek tamto i tak przez dwie strony. Szczęśliwie udało mi się zrozumieć metaforę stojącą za tą sceną i zwracam honor Nałkowskiej - szacunek za tak sprawne posługiwanie się formą (ciekawe co na to Gombrowicz). Literatura taka jak ta nie należy do najlżejszych, ale doskonale pokazuje bogactwo języka - dziś tak często niewykorzystywane.
  • Ostatni powód, dla którego warto było przeczytać "Granicę", jest taki, że kiedy wertowałem kolejne stronice i zdałem sobie sprawę z fenomenu tej książki, zastanowiłem się nad poprzednimi lekturami. I wiecie, "Lalka" czy "Zbrodnia i kara" to naprawdę kapitalne dzieła i mają w sobie ponadczasową treść. Ich przesłanie się nie przedawnia i to jest ich największy skarb.

"Granica" to moja ulubiona lektura. Może to właśnie ona była dla mnie granicą, którą trzeba przekroczyć, aby zrozumieć dobór kanonu lektur. Ponadczasowy charakter, wielowymiarowy geniusz tej literatury i najważniejsze - nieśmiertelne, nieprzedawnione przesłanie uczą nas wielu rzeczy, ale przede wszystkim pozwalają zajrzeć wgłąb siebie. Taka jest rola lektur.

A jaka jest Twoja ulubiona lektura i dlaczego jest to "Anaruk, chłopiec z Grenlandii"?


Wykorzystałem zdjęcie ze strony unsplash.com. Jeśli chcesz być na bieżąco ze wszystkim, co dzieje się na Jest Czytelnie, dołącz do NEWSLETTERA i polub fanpage na fejsie.
Nie warto zabierać się za ten tekst, jeśli nie czytałeś pierwszej części. Możesz to nadrobić w tej chwili, klikając tutaj - Liny. Jeśli tamten tekst jest Ci znany, zapraszam na część drugą - ostatnią.

Z zielenią stało się coś dziwnego. Drzewa sięgające chmur za dnia i gwiazd w nocy zaczęły tracić liście. Spadały powoli, klucząc wśród oddechów wiatru gdzieś pomiędzy konarami. Bieg rzeki spowalniał, a wody ubywało. Była jakby susza. Jakby, bowiem nikt nie zauważył, że coś zaczyna się zmieniać, kruszyć. To przyszło nagle. Kwiaty zwiędły, motyle zginęły gdzieś w cieniach lasu, a pszczoły nie wychodziły ze swoich gniazd. To był trudny czas dla tego świata, który przez wiele dni, miesięcy i lat był poukładany w kolorowy, radosny sposób.



Olbrzym i mała dziewczynka, ściskając w dłoniach liny, patrzyli sobie w oczy. Oboje chcieli coś powiedzieć, coś na kształt pożegnania, jednocześnie nie rozstając się. Wreszcie olbrzym pochylił głowę, jakby skruszony tym, że jest większy od małej dziewczynki, tym, że oddzielają go od niej liny. Oboje przyzwyczaili się już do tego, że są - oni i liny. Przyzwyczaili, ale nigdy z tym nie pogodzili. Wolno, delikatnie, a zarazem bardzo wyraźnie i zdecydowanie pogłaskała go po włosach. Byli teraz razem przy linach. Byli teraz osobno przy linach. Ta chwila miała nigdy się nie skończyć.

Lecz kiedy liście zaczęły swój lot ku ziemi, kwiaty uschły, a źródło przestało dzielić się wodą z tym światem, uschły również liny, które oddzielały olbrzyma i małą dziewczynkę. Po wielu łzach i uśmiechach, które spędzili wspólnie, mogli zbliżyć się tak jak nigdy dotąd i być razem. 

Ale i olbrzym, i mała dziewczynka byli wtedy już daleko, bardzo daleko od lin. Każde z nich było już kimś innym. Olbrzym przestał być tak duży i niezdarny. Pozostała mu siła i wyjątkowość. Mała dziewczynka dorosła. Zachowała swoją wrażliwość i łagodność, ale potrafiła podejmować trudne decyzje. Pierwszą z nich było odejście od lin. Po przeciwnej stronie odszedł olbrzym.



Ten świat się skończył. Nie było już kwiatów i drzew. Ptaki nie przemierzały już podniebnych szlaków. Źródło wyczerpało się. Sarny i lisy skończyły się - po prostu zniknęły. Nie było już olbrzyma i małej dziewczynki, choć żyli oboje. Żyli w nowym innym świecie. Pamiętali siebie nawzajem i byli sobie wdzięczni za czas spędzony przy linach. Choć mieli już tyle za sobą, nie mieli za sobą niczego. Wszystko było przed nimi.

Wykorzystałem zdjęcie ze strony unsplash.com. Jeśli chcesz być na bieżąco ze wszystkim, co dzieje się na Jest Czytelnie, dołącz do NEWSLETTERA i polub fanpage na fejsie.