Celu nie ma. Jest podążanie.

Leave a Comment

Wyszedł późnym wieczorem wiedząc, że musi to zrobić, pomimo wszystkich "przeciw". Nie było żadnego "za". Po prostu musiał. Dla wyższego dobra czy wyższego zła. To bez znaczenia. Nie widział innej możliwości.

Prawdę mówiąc kiedy już włożył buty, kurtkę i wyszedł, nie widział prawie nic. Gęsta mgła, formowała się niczym obawy przed ważnym egzaminem i zdawała się wypierać powietrze z atmosfery. Mrok współpracował i tylko blade światło lamp ulicznych docierało do chodnika, którym szedł. Rozpędzał się w miarę jak nabierał coraz pewniej powietrza w nozdrza. Pamiętał, żeby nie oddychać ustami.

Samochodów było już niewiele. Pieszych wcale. O tej porze wszyscy wracali do domów lub oglądali drugi odcinek serialu. Nikt nie myślał o wychodzeniu na zewnątrz przy tak niskiej temperaturze. Wreszcie złamał się i wziął wdech ustami. Wypuszczone CO2 ukazało mu się jako ulotny obłok. Biegł sam. Sam ze swoim dniem, tygodniem i życiem. W słuchawkach głośno grała Coma, ale on czuł, że w tej chwili jego umysł niemal nie kontaktuje się ze słuchem. Liczył się widok. Wzrok nie mógł go zawieść, odkąd wzdłuż jego szlaku skończyły się lampy. Drogę wyznaczała mu jasna plama chodnika.

Biegł długo, nie myśląc o Celu. Cel był odległy, wiedział, że dziś do niego nie dobiegnie. Ale może chociaż spróbować się zbliżyć. Gdyby tylko mu zależało. Cel przestał być motywacją. Motywacją jest już tylko sam fakt podążania.

Po 40 minutach odczuł zmęczenie i skierował się w stronę domu. Chciał wrócić do punktu wyjścia, ale czuł, że już nie może. Nic nie będzie takie samo, choć czuł dokładnie to samo co osiem miesięcy wcześniej. Wiele dostał i wiele stracił. Zbyt wiele, by móc być tą samą osobą co kiedyś.

Nie cieszył się z przebiegniętego dystansu. To nic w porównaniu z Celem. Wiedział, że powinien ciężko pracować. Mimo, że Celu już nie ma.

Wróciłem - pomyślał patrząc na migoczące w oddali światło w oknie domu.
Next PostNowszy post Previous PostStarszy post Strona główna

0 komentarze:

Prześlij komentarz