Liny

Leave a Comment

Jar mieniący się odcieniami zieleni. Natura nietknięta ludzką ręką. Wysokie drzewa, okazałe krzewy i kwitnące kwiaty. Tańczące ze sobą zapachy roślin i zwierząt. Odgłosy śpiewu owadów, bzyczenia ptaków i falujący plusk wody bijącej z ukrytego gdzieś pomiędzy skałami źródełka. Garstka zwierząt typowych dla takich miejsc – sarny, lisy, dzik i cała gama ptactwa. Wirujące w powietrzu motyle i pływające między nimi pszczoły. A pośrodku tego rajskiego krajobrazu ktoś wbił słup. Kilkadziesiąt metrów dalej kolejny, a potem znów kolejny i kolejny. Pomiędzy nimi rozciąga się naprężona lina. Mocna, gruba, sztywna i odporna na próby sforsowania.

Po jednej stronie lin siedzi olbrzym. Nawet w takiej pozycji jest niemal równy z najwyżej położoną liną. Duży, niezgrabny, umięśniony i silny. Zadrapany, poraniony, noszący blizny zamiast biżuterii. A do tego wszystkiego kompletnie niepasujące oczy. Głębokie, troskliwe, czułe. Prawdziwe, błyszczące, lecz wciąż jakby smutne. Tylko po nich można poznać, że jest wrażliwy. To z nich płynie jego wzruszenie, żal i szczęście. Tylko z nimi można poznać go całego. Całego takim, jakim jest.

Po drugiej stronie liny jest mała dziewczynka. Trzeba przyznać, że jest prześliczna. Ma uroczy uśmiech i niespotykanie delikatną, urzekającą cerę. Drobna, szczupła i niepozorna. Można by rzec krucha. Jednak w rzeczywistości jest bardzo silna. I odważna. Nie bała się podejść do samych lin i przyjrzeć olbrzymowi. Później nie bała się go dotknąć i zostać na dłużej. Pozwoliła się poznać i zaufała mu jak nikomu innemu na świecie. Zaufała mu bardziej, niż komukolwiek po swojej stronie lin.

Olbrzym i dziewczynka spotykali się tak często jak mogli. Czas, kiedy patrzyli na siebie pomiędzy linami i rozmawiali, upływał szybciej, niż kiedykolwiek. Nigdy nie brakowało im tematów do rozmów i nigdy się sobą nie znudzili, a mimo to nie zawsze używali słów. Zdarzały się dni, gdy nie mówili prawie wcale. Dziewczynka podchodziła do samych lin podobnie jak olbrzym i znajdując miejsce pomiędzy nimi przytulali się z największym ciepłem, jakiego kiedykolwiek doświadczyli. Nie byli wobec siebie zobowiązani, ale z czasem nie chcieli już żyć bez siebie nawzajem. Każde z nich znało ludzi po swojej stronie lin, dziewczynka była piękna i potrafiła znaleźć z innymi wspólny język. Olbrzym był wyjątkowy i nie narzekał na brak zainteresowania. Rozmawianie przychodziło mu zaskakująco lekko jak na ciężką budowę i wygląd. Jednak zawsze prędzej lub później olbrzym i dziewczynka wracali do lin, by być blisko siebie. Niekiedy dziewczynka wsuwała rękę pomiędzy linami na część olbrzyma, a ten całował ją w dłoń, aby okazać swoje uczucia. Zdarzało się też, że olbrzym schylał się i przyciskał policzek z całej siły do lin, by dziewczynka mogła go obdarzyć pocałunkiem. Byli sobie najbliżsi.


Mimo wszystko nawet pomiędzy najmocniejszym ich uściskiem zawsze są liny. Zbyt ciasne, by przecisnęła się między nimi dziewczynka. Zbyt mocne, by przerwał je olbrzym. Zbyt wysokie, by je przeskoczyć. Zbyt nisko zawieszone, by przejść pod nimi. Zbyt duże, by mogli być razem.
Next PostNowszy post Previous PostStarszy post Strona główna

0 komentarze:

Prześlij komentarz