Tylko dla Dzieci

Leave a Comment

Zamykając oczy widziałem mikrozjeżdżalnię zrobioną z jakiejś dechy i krzesła. Miałem z niej zrobić rozbieg, żeby potem wyjść z progu, czyli oparcia wersalki i na końcu wylądować na brązowej tapicerce. Tak miał wyglądać początek mojej kariery skoczka narciarskiego. Później dziadek zbudowałby mi z desek skocznię przed domem. Tam już używałbym nart. A moja kolejna mała Wielka Krokiew stanęłaby w lesie. A potem już niedaleko do Zakopanego, Innsbrucka i Lillehammer - myślałem, a potem usypiałem na prawie dziesięć godzin. Miałem przecież sześć lat i zasypianie przed 21 nie było niczym nadzwyczajnym.

A potem byłem pewien, że jeszcze zdążę wystartować z karierą piłkarza. Robiłem już listę klubów, w których zagram. Milan, Bayern, Barcelona i koniecznie Manchester, ale United. City kojarzyło mi się wtedy tylko z Milą i Groclinem. No, to jak już pojadę do Barcelony grać na Camp Nou, to zabiorę tam wszystkich kolegów. A może któryś z nich będzie w naszym składzie? W końcu mój zaciszny Ciechanów musi być niebywałą kopalnią talentów, a my będziemy pierwszą parą napastników światowego formatu, która siedziała razem w ławce.

Miałem dziesiątki takich marzeń. Byłem pewien, że zwiedzę cały świat, a jak będę studiował, to tylko na Oxfordzie. I nauczę się mówić w kilkunastu językach, co najmniej. A mój dom będzie zbudowany na wzór domów rzymskich - wewnętrzny dziedziniec, koniecznie z fontanną. I nie ma możliwości, żebym nie jeździł Ferrari. Nie jednym, przecież będzie mnie stać na parę.

A potem dorosłem i wszystko to uznałem za niemożliwe.

To było najgorsze, co w życiu zrobiłem. Moje marzenia odleciały w nicość w chwili, gdy przestałem wierzyć, że mogą się spełnić. Wiem, że niektóre z nich były nierealne, ale przecież nie wszystkie. Dlaczego mam nie mieć pieniędzy na Ferrari i nie mówić 15 językami? Co mi stoi na przeszkodzie, oprócz mnie samego i moich własnoręcznie zbudowanych barykad do szczęścia? Dlaczego ma się nie udać? Bo dorosłem? Bo nie jestem dzieckiem?

Więc chcę być nim znowu. Wierzyć, że mogę pojechać, dokąd zechcę. Być pewnym, że w czymś będę najlepszy na świecie, a pieniędzy nigdy nie zabraknie mi na nic. Chcę zamykać oczy i widzieć pod sobą zeskok w Planicy, a jeśli nie, to chociaż tłum ludzi, do którego mówię ze sceny. Widzieć swoje nazwisko na książkach w każdej księgarni i pod cytatami przytaczanymi w gazetach.

Żeby pozostać lub stać się na powrót dzieckiem. Tego życzę sobie w Dzień Dziecka. I każdemu z Was też. Buziaki.


Wykorzystałem zdjęcie z unsplash.com. Jeśli chcesz być na bieżąco ze wszystkim, co dzieje się na Jest Czytelnie, dołącz do NEWSLETTERA i polub fanpage na fejsie.
Next PostNowszy post Previous PostStarszy post Strona główna

0 komentarze:

Prześlij komentarz