Mamo, Tato, całowałem się

Leave a Comment
Powiedzieć, że wpadliśmy sobie w ramiona, to nie powiedzieć nic. Wprost oszaleliśmy z zachwytu, kiedy zobaczyliśmy się o te pół roku starsi. Ja dojrzalszy, a ona jakby młodsza, kwitnąca, energetyzowała swoim nieprzeciętnym ciałem.

Mógłbym powiedzieć o niej więcej, niż tysiąc słów, ale i tak nie opisałbym tego jak bardzo wyróżnia się spośród wszystkich poznanych wcześniej przeze mnie. Z daleka może wyglądać na taką samą, ale kiedy podchodzisz bliżej, nie możesz oderwać od niej wzroku. Jakby tego było mało, ona wyciąga do Ciebie dłoń. Ale nie natarczywie, totalnie inaczej. Jest w tym geście niewysłowiona subtelność, lekkość, a zarazem stanowczość - oboje wiecie, że jej nie odmówisz i dasz się porwać.

Gdy wróciłem do niej, nie wiedziałem, czego się spodziewać. Może jest taka sama, a może jest zupełnie inna. Na początku nie mogłem ocenić, która teoria jest prawdziwa. Widzieliśmy się z daleka, mrugając nie dostrzegłem znanego mi tak dobrze uroku.

Później przyglądaliśmy się sobie z bliska, ale w towarzystwie nie była zbyt rozmowna. Jej wdzięki tak samo piękne jak sześć miesięcy temu, jednak uroda wydała mi się inna, cieplejsza, żywsza, świeższa. Jej styl luźniejszy, wyjątkowo subtelna szminka, promieniujące cienie. Uśmiech na twarzy zapisany na zawsze, zawarty w genach, niemal niezależny od niej, będący odrębnym bytem.

Męczyliśmy się patrząc sobie w oczy, kiedy wszyscy wokół na moment się odwracali. Chcieliśmy wreszcie zostać sami, bez zbędnych spojrzeń, bez podejrzeń, bez plotek. Randka sam na sam była warta najdłuższego oczekiwania. Zmieniała stroje kilka razy. W dzień przyszła w szykownej sukni po swojej babci. Wisiała w szafie przez ponad dwadzieścia lat. Gdy ją obejmowałem, kreację wciąż otulał kurz. Pozaciągane nitki, których nie ucięła babcia, wciąż zwisały z rękawów, jednak zjawiskowy, niepowtarzalny strój wyglądający jak z filmów kostiumowych uwiódł mnie swoją wyjątkowością. Wieczorem włożyła jeansy i przewiewną bluzkę bez rękawów. Doskonale eksponowała jej ramiona. Gdybym miał namalować młodość, wyglądałaby właśnie tak jak ona. Na noc zostawiła swoje najlepsze oblicze. Szkarłatna sukienka z granatową kokardą, włosy spięte w kok, drobna, podkreślająca biżuteria, makijaż niemal niewidoczny, wysokie buty i ten zniewalający biały uśmiech. Pocałowała mnie.

Prosiła, żebym nie mówił jak spędziliśmy noc. Następnego dnia spakowałem się i wróciłem do siebie. Nie wiem, czy potrafilibyśmy stworzyć stały związek, ale tego, co z nią przeżyłem nikt mi nie zabierze.

Miała na imię Praga.


Wykorzystałem zdjęcie autorstwa Kuby Chrostwoskiego. Jeśli chcesz być na bieżąco ze wszystkim, co dzieje się na Jest Czytelnie, dołącz do NEWSLETTERA i polub fanpage na fejsie.
Next PostNowszy post Previous PostStarszy post Strona główna

0 komentarze:

Prześlij komentarz