Żyleta - piekło czy niebo?

1 comment

Słyszy się o nich wiele, a nawet wszystko. Wszystko, co najgorsze i czego nie chciałbym o sobie usłyszeć nikt normalny. Że biją, że kradną, że najgorsi i że przez nich jest źle. Bo o tym, że jest niebezpiecznie to aż strach mówić. "Cały czas burdy, zamieszki, zniszczenia i trzeba potem płacić. Zamknąć ich wszystkich, najlepiej razem, żeby się powybijali. Tacy oni są właśnie. A skąd wiem? Już ja ich dobrze znam. W telewizji o nich słyszałem..."

Statystycznie rzecz biorąc, na tym blogu nie ma osoby, która nie słyszałaby czegoś złego o kibicach. Jedni uważają, że się ciągle biją na tych stadionach. No autentycznie nie ma meczu, żeby się nie tłukli. Wszystko rozwalają i równają z ziemią. Wiem to na pewno, przecież mówili w telewizji.

A poza tym, to oni są tymi no, jak im tam było, tymi z marszu, co drzewka powyrywali, no, faszystami! Właśnie, oni to są w ogóle diabły wcielone. Piekło tam musi być, a między nich wleźć to już kaplica. No chyba, że obklejony ładunkami wybuchowymi. A dajcie spokój, lepiej się trzymać z daleka.

I oto ja, osiemnastoletni bloger wszedłem w sam środek tego "piekła". Piekła najbardziej piekielnego jak się w Polsce da. Najbardziej znienawidzony klub, a jednocześnie od kilku lat najlepszy. Przy okazji o jego kibicach jest najgłośniej. Legia Warszawa. Żyleta. Zapraszam.

Tak było w niedzielę:
Obejrzyj nagranie powyżej. To namiastka wrażeń z trybun.

Wszystko to zaczyna się wcześniej, niż mogłoby się Wam wydawać. To nie jest tak, że o 18, równo z pierwszym gwizdkiem sędziego wchodzą kibice na trybunę i zaczynają doping. Oni są tam już od dobrych kilkudziesięciu minut, a pierwszy "śpiew" zaczyna się w chwili, gdy piłkarze wychodzą na boisko, a nawet chwilę wcześniej. Na Legii obowiązkowo śpiewa się hymn "Sen o Warszawie". Dla mnie nie jest to utwór najłatwiejszy pod względem wokalnym i przypuszczam, że dla pozostałych tysięcy facetów, którzy na Żylecie stanowią 95 procent obecnych, a jednak cały tekst słychać wyraźnie. Nikt się nie krępuje, śpiewają wszyscy. Bo jeśli nie śpiewają...

Żyleta zdecydowanie nie jest miejscem dla osób, które chcą obejrzeć każde muśnięcie piłki, dostrzec, jaką minę miał trener po bramce czy przyjrzeć się fryzurze sędziego. Nie jest też miejscem dla tych, którzy przyszli tam dla towarzystwa i skupiają się raczej na smartphonie, niż tym, co dzieje się na murawie. Nie radzę tam iść również tym, którzy chcą sobie zobaczyć, jak to jest być na meczu Ekstraklasy.

Żyleta to krzyk. Żyleta to gwizd. Żyleta to mocne słowa. Żyleta to duma. Żyleta to radość. Żyleta to wierność. Żyleta to organizacja. Żyleta to równość. Żyleta to siła.

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika @jestczytelnie

Widzicie, tam nie ma przypadkowych ludzi, a jeśli są, to tylko jeden jedyny raz. Tam każdy wie, po co przyszedł i czego dziś chce, bynajmniej nie jest to oglądanie meczu. Miejsce na Żylecie to możliwość wzięcia udziału w widowisku. Nie tylko obejrzenia go, ale współprowadzenia. Trybuna, o której mówią zawodnicy niemal każdej przyjeżdżającej na Łazienkowską drużyny (również tych zagranicznych). A mówią, bo ta trybuna ma wpływ.

Na wszelki wypadek, jak pisze Kominek "dla blondi", dodam, że Żyleta to nie miejsce. Żyleta to ludzie. To tysiące pozdzieranych gardeł, ostatnie pieniądze wydane na bilet. To nocne powroty do domu. To wierność, lojalność, braterstwo. To wspólnota. Tam nikt się nie obraża, gdy usłyszy od Starucha "Co jest kurwa? Co tak cicho? Co to ma kurwa być?". Każdy wie, że nie chodzi o to, żeby go zgnoić. Te słowa padają tylko dlatego, żeby pomóc Legii jeszcze głośniejszym krzykiem. Żeby gwizdać na przeciwnika jeszcze głośniej. Żeby włożyć w to jeszcze więcej siebie.
Z ostatniej soboty.

Czy na Żylecie ktoś się bije? Nie.
Czy na Żylecie brzydko mówią? Tak, często.
Czy na Żylecie jest bezpiecznie? Tak.
Czy na Żylecie trzeba się bać? Nie.
Czy na Żylecie trzeba śpiewać? Tak.
Czy na Żylecie jest jedność? Tak.
Czy na Żylecie jest najlepiej? Tak.

To zdecydowanie najlepsze miejsce na stadionie. Choć z innych trybun widać lepiej, to nie da się ukryć, że prawdziwe emocje są właśnie na Trybunie Północnej.

Przez 90 minut meczu nie poczułem na sobie wrogiego spojrzenia, pięści czy racy (sic!). Było bezpiecznie. Równie bezpiecznie, co w sektorach położonych wzdłuż linii bocznych. Czułem się nawet lepiej, bardziej komfortowo. Na innych sektorach jeden śpiewa, drugi nie, jeden skacze, drugi nie, jeden komentuje mecz niczym Szpakowski, drugi patrzy na to krzywo. Na Żylecie tego problemu nie ma. Każdy przyszedł tam, żeby pomóc Legii wygrać mecz.

Sprawdziłem osobiście, że nie trzeba bać się pójść na Żyletę. Trzeba tylko wiedzieć, po co się tam idzie. To wszystko. "I tylko Legia, Legia Warszawa!"


Fotografie zaczerpnięte z legionisci.com oraz wp.pl. Jeśli chcesz być na bieżąco ze wszystkim, co dzieje się na Jest Czytelnie, polub fanpage na fejsie.
Next PostNowszy post Previous PostStarszy post Strona główna

1 komentarz:

  1. Świetny post! Wybieram się niedługo na mecz Legii, właśnie na Żyletę. Mój tata na niej kibicował , mój brat, teraz kolej na mnie i już nie mogę się doczekać!

    OdpowiedzUsuń