Imaginarium #5

Leave a Comment

W sumie to się jeszcze dobrze nie znaliśmy. Widywałem ją często na korytarzu, ale nasze spojrzenia nigdy się nie spotkały. Nikt nas sobie nie przedstawił, żadne z nas nie kwapiło się, żeby nawiązać znajomość. Nawet nie wiem, czy wiedziała o moim istnieniu. A potem sprawy potoczyły się szybko, kiedy zrobiłem pierwszy krok. Kolejne spotkania zbliżyły nas, może nie tyle fizycznie, co jakoś tak... niewidzialnie.

Jak opisać coś, czego nie widać? Gdy była obok czułem się dobrze, wiedziałem, że oboje chcemy jak najdłużej przeciągać pożegnanie. Tematy rozmów nie kończyły się, a z drugiej strony potrafiliśmy oboje zamilknąć na dobre parę minut i żadne z nas nie traktowało tego jak nietakt czy niezręczność. Nie myślałem o niczym w czasie naszych spotkań. Potrafiłem mówić o najtrudniejszych dla mnie rzeczach z niepojętą lekkością. W ten sam sposób słuchałem jej monologów. Nie były tak długie jak moje, ale chłonąłem je, bo były dla mnie pieczęcią z napisem "Zaufanie".

I nadszedł koniec szkoły. Zrozumiałem, że nie będziemy się już widywać codziennie. Albo raczej nie zrozumiałem. Na początku lipca nie było źle, spotkaliśmy się kilka razy, byliśmy w lesie i na naszej ławce. I gdzieś jeszcze, już  nie pamiętam gdzie. Ale wreszcie przypomniała mi to, o czym mówiła jeszcze w czerwcu. "Wyjeżdżam" brzmiało zaklęcie, które zamknęło mi usta na kwadrans. Siedzieliśmy w milczeniu, oparła o mnie głowę, ujęła za dłoń. Powiedziała mi bez słów, że nie tylko ja będę tęsknił.

Przez długie dwadzieścia dni mój nastrój zmieniał się kilka razy. Na początku zająłem się tym, czym zajmowałem się w każde poprzednie wakacje. Czas spędzałem na boisku, kolejne dni upływały mi przed komputerem. Wieczorne wyjścia z kumplami zastępowały spacery po "naszych" ścieżkach. Ale gdzieś z tyłu głowy była Ona. Czasem nie miałem ochoty z nikim się widzieć i nie rozumiałem sam siebie. Dlaczego tak dużo o niej myślałem? Nie byliśmy przecież parą. Nie nazywałem jej "przyjaciółką". Ale też wcale nie chciałem, żeby nią była...

Starałem się dzwonić, ale miała taki plan dnia, że mogliśmy pogadać góra 20 minut raz na kilka dni. Smsów nie cierpiałem tak samo jak dziś, a w dodatku miała problemy z zasięgiem. Czasem na odpowiedź czekałem kilkanaście godzin. Dwudziestego dnia jej nieobecności wróciłem do domu po dziesiątej. "Coś do ciebie przyszło" usłyszałem od siostry, która wskazał mi ręką blat mojego biurka. W białej podłużnej kopercie było coś sztywnego. Znaczek zaczął się już lekko odklejać, a starannie zaklejona koperta nosiła znamiona brudnych palców. Ale to nie mogły być jej odciski. Dla niej dłonie są świętością, dba o nie najbardziej na świecie. W środku była pocztówka.

Rozerwałem niezręcznie kopertę. Nie wyszło mi to najlepiej, ale niecierpliwość była silniejsza od estetyki. Kartka była trochę inna, niż zwykłe. Nie było na niej żadnych zdjęć, a obrazek gór. Żadnych napisów w stylu "Zakopane" czy "Szklarska Poręba". Przewróciłem kartkę na drugą stronę. Była w całości zapełniona drobnym, ale bardzo zgrabnym pismem. Miejsce wydzielone na znaczek, kod pocztowy i adres skryło się pod kolejnymi zdaniami, urodzonymi jej ręką.

Pisała, że jest jej tam dobrze, że ma mało czasu, że dużo chodzi po górach i że lubi kłaść się zmęczona spać, bo czuje, że nie marnuje czasu. Że czuje się najlepiej od dawna, ale że czegoś jej brakuje. Że jest uśmiechnięta i że przeprasza, że nie odbiera telefonów. Że tęskni i już nie może się doczekać jak wróci. Że chce się wreszcie spotkać i że brakuje jej mojego przytulenia. Na końcu dopisała, że musi mi coś powiedzieć po powrocie.

Ja chyba też muszę Ci coś powiedzieć - pomyślałem ocierając mokre oko.


Wykorzystałem zdjęcie z unsplash.com. Jeśli chcesz być na bieżąco ze wszystkim, co dzieje się na Jest Czytelnie, polub fanpage na fejsie.
Next PostNowszy post Previous PostStarszy post Strona główna

0 komentarze:

Prześlij komentarz