Imaginarium #1

Leave a Comment

Śmiejąc się beztrosko zbliżyła się i na moment mnie objęła. Zapach jej włosów przypominał do złudzenia poziomki, a pojedyncze wciąż wilgotne pasma upewniły mnie, że myła włosy tuż przed wyjściem z domu. Chciałem powiedzieć, że się przeziębi, ale od ponad miesiąca wiosna z każdym dniem coraz bardziej przeobrażała się w lato. Słońce przez całe popołudnia ogrzewało roześmiane twarze dzieci na placu zabaw.

- To dokąd idziemy? - radośnie zapytała. Nie miałem pojęcia, co odpowiedzieć, bo mój plan o pozostaniu w towarzystwie wrzeszczących brzdąców i ich matek siedzących na ławkach wokół piaskownicy rozpłynął się jak dym, który mówi, że świeca przed chwilą płonęła. Zapach i dotyk porwały mnie do szybkiej zmiany miejsca spotkania.
- Dokądkolwiek chcesz, o ile będzie to las - odpowiedziałem z uśmiechem na twarzy. Wpatrzona w moje źrenice przez kilka sekund pozostawała w bezruchu. Jej zielone tęczówki błysnęły i roześmiała się:
- Zawsze taki jesteś! Dajesz mi wybór, ale jest tylko jedna opcja i wychodzi tak, jak chcesz - zawiesiła swój zarzut w powietrzu, czekając co z nim zrobię. Ale nie zrobiłem nic. Odwróciłem się o dziewięćdziesiąt stopni i postąpiłem o krok w przód.
- Zgadza się. Taki właśnie jestem.

Przez ponad kwadrans opowiadała o swojej wycieczce i wszystkich kawałach, jakie jej koledzy zrobili nauczycielkom.
- Wściekła się nie na żarty, ale pewnie jej przejdzie - zakończyła u progu lasu, kiedy zostawiliśmy pierwszą parę pachnących sosen za sobą. Zieleń wokół nas przybierała na sile, a moje adidasy pierwszy raz od dawna nie taplały się w błocie podczas zwiedzania ulubionej ścieżki.
- Tam ostatnio widziałem sarnę  - pokazałem ręką w prawą stronę, gdzie drzewa rosły nieco rzadziej. W dali znajdowała się jakaś polana, jednak była w tej części lasu, której jeszcze nie zwiedziłem. Znane mi ścieżki prowadziły do siebie nawzajem, plątały się wiele razy i tworzyły labirynt, w którym nie dało się zgubić, bowiem idąc konsekwentnie którąkolwiek z nich nie można było wyjść z lasu.
- Byłeś tam?
Uniosła lekko brwi, kiedy potrząsnąłem głową. W jej źrenicach odbił się cień zadowolenia, satysfakcji, jakby udało jej się znaleźć mój słaby punkt.
- A myślałam, że byłeś już wszędzie w tym lesie. Hej, czemu się nie odzywasz?

Spojrzałem na jej delikatne dłonie i nieuczesane włosy, które samowolnie układał wiatr na jej okrągłej twarzy. Odgarnęła je tak swobodnie, że poczułem jej zaufanie. Nabrała powietrza w usta i przez moment wyglądała małe dziecko, które udaje rybę lub chomika. Poczułem lekki wiatr na przedramionach, który przyniósł znów zapach poziomek. Może to nie szampon - pomyślałem, kiedy dźgnęła mnie w bok i wyrwała z letargu.

- Zasnąłeś? Starzejesz się. A ja jestem jeszcze dzieckiem! Ha, staruch!

Nawet nie wiesz jak bardzo - pomyślałem, choć dzieliło nas tylko kilkanaście miesięcy. Była piękna. Idealnie czysta, jakby w ogóle nieskażona tym światem. Była.

c.d.n.

Zdjęcie zaczerpnięte z unsplash.com. Jeśli chcesz być na bieżąco ze wszystkim, co dzieje się na Jest Czytelnie, polub fanpage na fejsie.
Next PostNowszy post Previous PostStarszy post Strona główna

0 komentarze:

Prześlij komentarz