Jan Cebula nie jest komandosem

Leave a Comment
Źródło: Flick
Wczoraj nieco mrocznym cytatem zapowiadałem recenzję powieści "Rok 1984" George'a Orwella, jednak musicie na nią poczekać jeszcze jedną dobę. Dziś bowiem zabieram Was ponownie w świat moich przygód, a przenosimy się na... ulicę.

Jadąc samochodem jako pasażer (tym razem to istotne), nie spodziewałem się, że ze swojego auta wybiegnę na środku ulicy niczym bohater amerykańskiego filmu akcji. Może poczułbym się nawet jak Chuck Norris czy inny komandos, ale nikt nie strzelał, a jedynie czerwony opel, który był przede mną w kolejce na światłach zaczął się powolnie posuwać w moją, a więc niewłaściwą stronę. Co więcej, dwoje dorosłych próbowało temu zapobiec, jednak ich pchanie auta spotkało się z przeciwnym skutkiem.

Nie zastanawiając się wiele wysiadłem z samochodu i pomogłem pchać opla. Co trzy pary rąk, to nie dwie i razem udało się ten czerwony wehikuł dopchnąć do bocznej uliczki tak, żeby nie utrudniał ruchu na głównej drodze. Ot, nic wielkiego. Nie kosztowało to aż tyle siły, ile by się mogło wydawać, a całe odkorkowanie ulicy trwało może z 90 sekund. Nasunęło mi się jednak pewne egzystencjalne pytanie: co na moim miejscu zrobiłby Jan Cebula?

Znam go dobrze, uwielbia narzekać, krytykować i przede wszystkim nienawidzi ruszać tyłka z miejsca. Jestem pewien, że nie jest on ulicznym komandosem. Tak więc z dużą dozą prawdopodobieństwa mogę orzec, że zacząłby wykrzykiwać do towarzyszy podróży, wygrażać nieszczęśnikom od zepsutego opla, a po powrocie do domu miałby trudne popołudnie. No bo jak on mógł się, żesz kuźwa, zepsuć akurat przed moim Batmobilem, jak jechałem na ciepłe flaki do domu?! Potem, nakrzyczawszy jeszcze powtórnie (profilaktycznie, raz może nie wystarczyć) na pierwszego z brzegu domownika/sąsiada/hydraulika/napotkanego_biedaka, przeszedłby do drugiej fazy swojej "pomocy", a mianowicie etapu pojenia się faktem wymierzenia sprawiedliwości światu. Zawiłe zdanie mi z tego wyszło, ale w skrócie: najpierw pozwoliłby, żeby opel popsuł mu dzień, nie pomógłby, a potem w ramach rewanżu zepsułby nastrój komuś jeszcze.

Przekoloryzowałem to zdrowo, ale są setki sytuacji, kiedy narzekamy, zamiast zakasać rękawy, odwalić robotę i z uśmiechem na twarzy wrócić do swojego życia. Wystarczyło wysiąść i popchnąć, innym razem wystarczy wstać i wynieść śmieci, jeszcze innym zrobić sobie nieplanowany spacer do sklepu. Czasem codzienność wymaga od nas więcej czasu i energii, ale zawsze chce ich mniej od narzekania.

Nie narzekaj. Rusz tyłek. Nie bądź Jasiem Cebulą.
Next PostNowszy post Previous PostStarszy post Strona główna

0 komentarze:

Prześlij komentarz