Wakacje nie są piękne przez niechodzenie do szkoły

Leave a Comment

Nie pamiętam, czy Wam mówiłem, że w ostatnie wakacje szedłem do Częstochowy. Taka wakacyjna "rozrywka" dla hardcore'ów. Nie wiem, czy macie pojęcie, jak to wygląda. Idzie się cały dzień. Śpiewa. Modli. Postój jest co półtorej godziny, co dwie, co dwie i pół. Ogrom świetnych ludzi w każdym wieku. Zasypia się o 22, 23 w porywach do północy. Nie warto później, bo następnego dnia maksymalnie w pół do 6 trzeba wypełznąć z namiotu i składać go na zroszonej trawie. Albo przemokniętej przez całonocną ulewę.

I właśnie tej mokrej, zielonej, pachnącej, ubitej setkami namiotów trawy mi brakuje dziś, kiedy za oknem jest mokry, lepki, jeszcze biały śnieg. Kiedy trwają moje ferie i mogę wstawać o 11, nie spóźniając się na 4 lekcje. Właśnie dziś, gdy mogę cały dzień oglądać House of cards, czytać "Rok 1984", pisać posty na bloga, maile, listy, sprzątać, biegać, robić pompki czy tańczyć.

Tydzień przed wyjściem do Częstochowy wróciłem z gór. Moich ukochanych gór. Żaden ze mnie taternik, nigdy nie szedłem sam nawet na Gubałówkę. Ale tygodnie, które spędziłem w Tatrach od zawsze uznawałem za najlepsze w roku. Prawie codziennie budząc się, patrzyłem na skąpaną słonecznymi promieniami dolinę odległą od mojego okna o kilka kilometrów. Prawie codziennie, bo czasem mgła chowała ją przede mną nawet na kilkadziesiąt godzin. Wieczorem wracając do domu przyglądałem się światłom miasteczka leżącego w dolinie. Nie szczekał żaden pies. Nie wyła żadna syrena. Nie dzwoniły dzwony. Było ciemno, ciepło i pusto, a każdy mój krok odbijał się na asfalcie tak, że czułem, jakby cała dolina słyszała mój powrót do domu. Pachniało nocą. Pachniało latem. Pachniało rajem.

W mieście, nawet niewielkim, trudno o tak błogie spotkania z naturą. Mam to szczęście, że nie mieszkam w bloku, ale ogród, ogródek czy nawet las, to mglista namiastka letnich romantycznych wieczorów i rześkich poranków. Świadomość, że jest się częścią otaczającego, wielkiego i przepięknego świata, to moje najbardziej ekologiczne i największe wspomnienie tego lata. Poprzedniego i przedpoprzedniego też. Tęsknię za tym, ale to dobra tęsknota, bo wiem, że za pół roku ją zaspokoję i rozpalę jeszcze bardziej. To dlatego wakacje są najlepszą częścią roku. Nie przez brak konieczności chodzenia do szkoły. To miejsce, gdzie jestem czyni je wyjątkowymi, nie ilość wolnego czasu.

Tyle na dziś. Pociągnę ten temat jeszcze, bo czuję, że nie wyczerpię go nawet w kolejnym tekście. Wakacje już niedługo. Trzymajcie się ciepło.

Next PostNowszy post Previous PostStarszy post Strona główna

0 komentarze:

Prześlij komentarz