Studniówka? Obrzydliwe

5 comments
Powiem Wam szczerze, że im dłużej człowiek nie pisze, tym trudniej napisać cokolwiek. I nie jest to niby odkrywcze, bo przecież trudniej kopnąć prosto piłkę po 3 miesiącach przerwy, niż 3 meczach z rzędu, a jednak wielu może wydawać się inaczej. No bo jak to? Pisałeś codziennie i miałeś temat, a teraz miałeś 3 dni przerwy (czytaj: 3 tematy) i przychodzisz z niczym?

Na szczęście nie z niczym. Bo gdy bloger nie ma o czym napisać, to pisze o tym, co się dzieje. Połowa stycznia. Karnawał. Bale. Szale. Disco polo. Jednym słowem - STUDNIÓWKA.

Nikomu nie trzeba tłumaczyć, że studniówka to taki przedmaturalny bal. Każdy wie, że potem po fejsie latają fotki-meteory, na których jest kilka dziewczyn z kieckami zadartymi w celu pokazania czerwonych podwiązek. Czy to mądre, czy to fajne - nieważne, taka tradycja, to się jeszcze przez lata nie zmieni. Nie jest to może piękny widok (jakoś nie kręcą mnie te czerwone podwiązki na rajstopach, czy wszystko ze mną ok?), ale z pewnością nie jest najgorszy.

Bo najgorsze przed Tobą. Przed Tobą, gdy stoisz przed rzędem przyszłych maturzystek, wszystkie stoją do Ciebie przodem, a Ty nie masz pojęcia jak wyglądają. Przecierasz oczy, dajesz sobie liścia na odmułkę i nic. Nie widać, co tam się kryje.

Widać puder. Fluid. Podkład. Nakład. Tusz. Atrament. Szminkę. Błyszczyk. Brokat. Kredkę. Flamaster. No wszystko. Wszystko, oprócz oblicza stworzenia. Widać kształt, czuć zapach, słychać, co mówi, ale to wszystko marność, kiedy nie wiadomo, czy twarz jest ładna i zadbana.

Ładna i zadbana - niesztuka zrobić to przy pomocy wszystkich wymienionych przeze mnie instrumentów i ich droższych zamienników. Sęk w tym, żeby pokazać się bez tego wszystkiego.

Ale stop. Chwileczkę. Ja wiem, Drogie Panie, że Wy musicie. Że bez tego, to przecież bym na Was nie spojrzał itd. No racja, zgoda, oczywiście, same też byście na siebie nie spojrzały i w ogóle wszyscy byśmy chodzili z zamkniętymi oczami, ale nie kładźcie tego więcej, niż zwykle. Dlaczego? To sekret.

Zdradzę Wam ten sekret: im tego więcej, tym gorzej.

A dlaczego wiążę tę tajemnicę ze studniówkami? Bo tam stężenie ciał obcych na Waszych pięknych twarzach, Kochane Czytelniczki, sięga zenitu. Zenit przekraczacie na weselach.

Makijaż jest konieczny na taką imprezę. To nie ulega wątpliwości. Ale umówmy się - wszystko jest dla kobiet, tylko że z umiarem. Mam nadzieję, że Was zobaczę na studniówce. I Wasze buzie też.

Źródło: Flickr
Lepszego zdjęcia nie znalazłem, choć pani z obrazka to zdecydowanie nie szczyt makijażowej głupoty.
Next PostNowszy post Previous PostStarszy post Strona główna

5 komentarzy:

  1. Święta racja.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, najlepiej przyjdźmy w workach od kartofli zamiast sukienki i z pryszczami na czubku nosa. Będziemy przepiękne.

    A tak na poważnie, Drogi Autorze, wedle mojej opinii, wypowiadasz swe słowa zbyt ogólnikowo. Dlaczego zaraz całej "płci pięknej" ma oberwać się za to, że część z nich postanowiła nałożyć makijaż szpachelką i zabetonować? Te lale o których piszesz najczęściej robią to na co dzień, tylko na studniówce jeszcze bardziej. A pozostała część może owszem przysłonić to i owo, żeby nie wyglądać jak rodem z "Ringu", ale nie uważam, aby WSZYSTKIE panie miały aż tak mało subtelną warstwę tapety.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naturalnie, że nie wszystkie. Zdecydowana większość robi "to" na co dzień i u zdecydowanej większości ze zdecydowanej większości nie wygląda to źle. Dopiero na większych imprezach kobiety przesadzają z "poprawianiem" swojej urody, ale i od tej zasady znajdą się wyjątki w obie strony - niektóre przesadzają każdego dnia, inne nigdy - nawet na studniówce.

      Również pozdrawiam.

      Usuń
  3. przyznaję, że nie przeczytałam zbyt wielu Twoich wpisów, ale te które czytałam są narzekaniem, wyszukanym marudzeniem albo wytykaniem wad. może dla odmiany coś sympatycznego? czy to nasze głupie społeczeństwo zmusza Cię do nieustannego sprowadzania go na dobrą drogę? czekam na pozytywny wpis :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznaję - nie przeczytałaś zbyt wielu moich wpisów. Może dla odmiany warto trochę poszperać (choć nie trzeba znowu schodzić bardzo głęboko, by dotrzeć do "czegoś sympatycznego"). Nie sądzę, żeby społeczeństwo było w stanie zmusić mnie do sprowadzania go na jakąkolwiek drogę. Nie czekaj - łap: http://www.jestczytelnie.pl/2015/02/sensem-dnia-jest-usmiech-drugiego.html

      Pozdrawiam!

      Usuń