Co przywieźć z zagranicy? Poradnik dla szukających dobrej pamiątki

Leave a Comment
Źródło: tutaj
Zawsze z wakacji przywozimy sobie jakieś pierdoły. Breloczki, figurki, podkładki pod kubek, kufle, widokówki, alkohol, ciepłe skarpety od babci z Krupówek. Różności, ale nie przywiązujemy do tego zbyt wielkiej uwagi. Po latach robiąc porządki przed Wigilią znajdujemy te wszystkie suweniry w jakimś zakurzonym pudle z rupieciami i z uśmiechem na twarzy wracamy do czasu, gdy spaliliśmy się na plaży czy zabłądziliśmy na górskim szlaku.

Ja z Pragi przywiozłem sobie coś większego. Coś, co zamierzam oglądać codziennie, z czym chce się zżyć i co chcę uczynić częścią każdego dnia. Przywiozłem sobie obraz.

Nie jestem krytykiem sztuki, zwłaszcza malarstwa. Nie wiem, czy to impresjonizm, kubizm czy może raczej surrealizm. Dla mnie mój obraz jest zupełnie realny. Szczegóły są oddane idealnie, bez ani jednej wady, żadnych niedociągnięć. Wygląda jak zdjęcie. Jest bardzo dynamiczny. Mój obraz. Tak na niego mówię. Nie dałem mu innego imienia. No dobrze - Mój obraz z Pragi.

Co na nim jest?

Dużo ludzi. Bardzo dużo. Ale wszyscy jacyś tacy skopani przez życie. Ani się nie ubrali najlepiej, ani nie wyglądają na wypoczętych. Jadą dokądś. Ale nie samochodem, absolutnie. Mój obraz to nie pachnąca skórą limuzyna. To raczej zatłoczone metro, w którym każdy, kto nie stoi, czuje się jak zwycięzca na loterii. I nawet tak wygląda - uśmiecha się szeroko, rozmawia, patrzy bez strachu pozostałym w oczy. To musiała być jakaś dziwna loteria, bo chyba więcej osób wygrało. Wszyscy się uśmiechają. Nawet ci, którzy stoją. Uśmiechają się szeroko, ani trochę nie zwracają uwagi na swoje fryzury, w ogóle nie zastanawiają się jak teraz wyglądają. Tak jakby im na tym nie zależało. Zupełnie jakby byli...

I wychodzą z metra. Ciasno jak w godzinach szczytu, a jest już wieczór. Idą dokądś całą chmarą. Mówią różnymi językami, słychać każdą część Europy, ale im to nie przeszkadza. Nie, to zdecydowanie nie Wieża Babel. Każdy zachowuje się, jakby wpadł tutaj z samymi dobrymi kolegami. Pomaga coś podnieść z ziemi. Przybija piątkę. Śpiewa. Cieszy się. Jest...

Przywiozłem sobie ten obraz, bo w Polsce rzadko takie widywałem i zawsze wydawały mi się tandetne. W czeskiej stolicy zrozumiałem, że wcale tandetne nie są. To, że nie kosztują wiele, nie przekreśla ich ogromnej wartości. Postanowiłem, że muszę ten obraz mieć, że uczynię go swoim. I uczyniłem.

Mój obraz z Pragi. Już Wam prawie powiedziałem, co przedstawia. Przedstawia ludzi. Pełnych nadziei. Głodnych życia. Radosnych. Po prostu szczęśliwych.

Marzyłem o tym, by zabrać to dzieło do Polski. By mieć je zawsze ze sobą, żeby każdy człowiek, którego spotkam, domalował własnoręcznie kilka pociągnięć pędzlem. Żeby wziął do ręki każdy moment, z którego powinien się cieszyć, żeby zanurzył go w puszce z ciepłymi słowami, jakie kiedykolwiek usłyszał i żeby dodał od siebie coś pięknego. Uśmiech, przybite high five czy dodatkowy zachrypnięty głos śpiewający w metrze.

Nawet jeśli nie masz płótna, farb, pędzla, ani nawet kartki - możesz zostać malarzem. Musisz tylko bardzo chcieć namalować komuś taki obraz, jaki mi namalowali ludzie w Pradze. Stworzysz dzieło sztuki, prawdziwy majstersztyk, rarytas dla duszy, perełkę dla każdego, kto ją zobaczy. To będzie najlepsze, co możesz komuś pokazać. To będzie Twój obraz szczęśliwego człowieka. 
Next PostNowszy post Previous PostStarszy post Strona główna

0 komentarze:

Prześlij komentarz