Daj sobie spokój z postanowieniami noworocznymi

Leave a Comment
Źródło: unsplash.com
Z czym kojarzy Ci się Sylwester? Koniec roku. Wspaniała zabawa. Koncerty. Polsat. Dwójka. Fajerwerki. Można by tego trochę wymienić. Ludzie wtedy piją sporo alkoholu, ale i się cieszą - zwyczajnie cieszą. Jedni mówią, że z tego, że przeżyli kolejny rok. Co bardziej marudni, że powodem jest kolejna jedynka na liczniku przeżytych lat. Rok się kończy i rok się zaczyna. Jest tak "okrągło". Tak więc miliony, jeśli nie miliardy przedstawicieli homo sapiens na całej kuli ziemskiej podejmują się sformułowania "postanowień noworocznych".

I nie ma co się oszukiwać. Ogół tych postanowień nie dotrzymuje, a poza ogółem w ogóle nikogo nie ma. Jaki więc sens mają te postanowienia noworoczne? Może jakiegoś tam dałoby się doszukać. Że wtedy pokazujemy, czego naprawdę chcemy, że niby postanowienia te uwidaczniają naszą chcę zmiany. Ale szczerze? Nie łykam tego.

Bo co to znaczy pokazujemy, że coś chcemy? Powiedzieć czy też napisać na fejsie (#znakczasu), że od dzisiaj to ja nie palę alkoholu i więcej nie wezmę matematyki do ust, to żadna sztuka. Na trzeźwo czy niekoniecznie, to nadal żaden wyczyn. Przecież zaczyna się kolejny Anno Domini. Trzeba coś tam obiecać. I tak do Trzech Króli pamiętać, co się obiecało, bo przez ten prawie tydzień ktoś inny może nie zapomnieć, a przypał byłoby zdradzić się, że postanowienia noworoczne są tak samo ważne jak postanowienia noworoczne z zeszłego roku. Czyli wcale.

Ale czego ja właściwie chcę o tych postanowień? Niczego. Są super. Serio, bez ściemy. Bardziej irytujący jest człon "noworoczne". Prawda jest taka, że 1 stycznia jest tak samo dobry, żeby zacząć biegać, a przestać jeść hamburgery, jak 5 lutego, 8 kwietnia i 30 lipca, a nawet 11 listopada. Każdy dzień jest dobry, żeby coś zmienić i naprawdę nie potrzeba tego robić przy opadającym konfetti czy wzlatujących fajerwerkach. Oklaski nie są potrzebne do podjęcia decyzji.

Wracając jeszcze na moment do tych pseudoargumentów, że postanowienia noworoczne pokazują, czego w głębi dusz byśmy chcieli. A gdzie tam. Tutaj ewidentnie nie pasuje słowo "chcieć". Może "życzyć sobie" tak, ale nie "chcieć". Kolega kiedyś mi powiedział "Jak się czegoś naprawdę chce, to wszystko się da.". Może jest to truizm, banał czy zwyczajne kłamstwo. Jednak wiele razy się przekonałem, że to zdanie odnajduje pokrycie w życiu. Kiedy naprawdę na czymś zależy, to zrobi się wszystko co możliwe, by to osiągnąć. I nie ma tłumacznie "eee, noo boo tak ciężkoo jeest, i tegoo, noo, noo nie moja wina". Twoja.

I na zakończenie. Grudzień się kończy i za moment będzie ten 2015. Wtedy na pewno wszyscy rzucicie palenie i zaczniecie biegać nawet między zupą a kotletem, ale po co czekać do 1 stycznia? Carpe diem. Zrób to dziś.
Wczoraj do ciebie nie należy. Jutro niepewne. Tylko dziś jest twoje.
Next PostNowszy post Previous PostStarszy post Strona główna

0 komentarze:

Prześlij komentarz