Zdjęcie zapożyczyłem stąd
Ostatnie miesiące był wyjątkowo ubogie, jeśli chodzi o aktywność na blogu. Poprzedni post był o tym, że postanowień i zmian nie należy planować na jakieś spektakularne daty, tylko je przeprowadzać. Tymczasem piszę dziś, być może ostatni raz w 2014 roku, żeby oznajmić, że 2015 to rok, w którym wiele się tutaj zmieni.

Nie zdradzę szczegółów, bo nadal są one wyłącznie w mojej głowie, a wielu kwestii wciąż nie sprecyzowałem. Jakie więc będą te zmiany? Radykalne. Będzie zupełnie inaczej.

Odpierając ewentualną pokusę oskarżenia mnie o dwulicowość ze względu na to, że zmiany będą w 2015, a nie teraz: mam świadomość swoich możliwości, znam ograniczenia czasowe i wiem, że pewne rzeczy wymagają czegoś więcej, niż dobrych chęci. Jak już coś ruszę, to z pewnością nie będzie to 1 stycznia.

A dlaczego? A no dlatego, że tego dnia będę poza Polską, więc i tworzenie oraz publikowanie będzie znacząco utrudnione (czytaj: niemożliwe).  Myślę jednak, że zebrane myśli uda się pozbierać i przelać na ekran wkrótce po powrocie.

Czego Wam życzę w 2015 roku? Zdrowia, bo bez tego ciężko cieszyć się życiem. I miłości, bo bez niej życie nie jest już takie samo, jest po prostu gorsze. Niech nie brakuje pieniążków. Powodzenia w szkołach, pracach, ale przede wszystkim w relacjach z innymi ludźmi.

Czego życzę sobie? Żeby plany odnośnie bloga się spełniły i żebyśmy wszyscy spotkali się na nim wraz z Waszymi przyjaciółmi, rodzinami i nieznajomymi już w karnawale.

Przerwa świąteczna. Zostańcie z nami.
Źródło: unsplash.com
Z czym kojarzy Ci się Sylwester? Koniec roku. Wspaniała zabawa. Koncerty. Polsat. Dwójka. Fajerwerki. Można by tego trochę wymienić. Ludzie wtedy piją sporo alkoholu, ale i się cieszą - zwyczajnie cieszą. Jedni mówią, że z tego, że przeżyli kolejny rok. Co bardziej marudni, że powodem jest kolejna jedynka na liczniku przeżytych lat. Rok się kończy i rok się zaczyna. Jest tak "okrągło". Tak więc miliony, jeśli nie miliardy przedstawicieli homo sapiens na całej kuli ziemskiej podejmują się sformułowania "postanowień noworocznych".

I nie ma co się oszukiwać. Ogół tych postanowień nie dotrzymuje, a poza ogółem w ogóle nikogo nie ma. Jaki więc sens mają te postanowienia noworoczne? Może jakiegoś tam dałoby się doszukać. Że wtedy pokazujemy, czego naprawdę chcemy, że niby postanowienia te uwidaczniają naszą chcę zmiany. Ale szczerze? Nie łykam tego.

Bo co to znaczy pokazujemy, że coś chcemy? Powiedzieć czy też napisać na fejsie (#znakczasu), że od dzisiaj to ja nie palę alkoholu i więcej nie wezmę matematyki do ust, to żadna sztuka. Na trzeźwo czy niekoniecznie, to nadal żaden wyczyn. Przecież zaczyna się kolejny Anno Domini. Trzeba coś tam obiecać. I tak do Trzech Króli pamiętać, co się obiecało, bo przez ten prawie tydzień ktoś inny może nie zapomnieć, a przypał byłoby zdradzić się, że postanowienia noworoczne są tak samo ważne jak postanowienia noworoczne z zeszłego roku. Czyli wcale.

Ale czego ja właściwie chcę o tych postanowień? Niczego. Są super. Serio, bez ściemy. Bardziej irytujący jest człon "noworoczne". Prawda jest taka, że 1 stycznia jest tak samo dobry, żeby zacząć biegać, a przestać jeść hamburgery, jak 5 lutego, 8 kwietnia i 30 lipca, a nawet 11 listopada. Każdy dzień jest dobry, żeby coś zmienić i naprawdę nie potrzeba tego robić przy opadającym konfetti czy wzlatujących fajerwerkach. Oklaski nie są potrzebne do podjęcia decyzji.

Wracając jeszcze na moment do tych pseudoargumentów, że postanowienia noworoczne pokazują, czego w głębi dusz byśmy chcieli. A gdzie tam. Tutaj ewidentnie nie pasuje słowo "chcieć". Może "życzyć sobie" tak, ale nie "chcieć". Kolega kiedyś mi powiedział "Jak się czegoś naprawdę chce, to wszystko się da.". Może jest to truizm, banał czy zwyczajne kłamstwo. Jednak wiele razy się przekonałem, że to zdanie odnajduje pokrycie w życiu. Kiedy naprawdę na czymś zależy, to zrobi się wszystko co możliwe, by to osiągnąć. I nie ma tłumacznie "eee, noo boo tak ciężkoo jeest, i tegoo, noo, noo nie moja wina". Twoja.

I na zakończenie. Grudzień się kończy i za moment będzie ten 2015. Wtedy na pewno wszyscy rzucicie palenie i zaczniecie biegać nawet między zupą a kotletem, ale po co czekać do 1 stycznia? Carpe diem. Zrób to dziś.
Wczoraj do ciebie nie należy. Jutro niepewne. Tylko dziś jest twoje.
Źródło: tutaj
Kilka razy nawiązywałem już na blogu do skarbu polskiej fantastyki, jakim jest pięcioksiąg Andrzeja Sapkowskiego znany jako "Wiedźmin". Dla mnie, o czym również pisałem, przygody Geralta były zdecydowanie najlepszą esencją tego, czym jest dla mnie fantasy. Wygrały z Potterem, pokonały Hobbita, przewyższają Aslana i całą Narnię. Definitywnie - "Wiedźmin" jest najlepszy.

Chyba nikogo nie zaskoczę i nie uświadomię, przypominając, że dzieło Sapkowskiego natchnęło grupę pomysłowych ludzi do stworzenia gry "The Witcher", której trzecia część zatytułowana "Dziki gon" ukaże się w 2015r. Polacy próbowali nakręcić również serial, ale z tego co wiem były to próby dość nieudolne (sam serial oczywiście został ukończony, ale jego poziom względem bazowej powieści pozostawia wiele do życzenia). Opowiadania fanów, prace plastyczne czy nawet przebrania. "Wiedźmin" inspiruje w naprawdę wielu kierunkach.

Mnie oprócz kilkudziesięciu godzin w świecie innym, niż ten otaczający, Sapkowski zapewnił materiał, jaki mogę wykorzystać na blogu, na fejsie, a wreszcie w rzeczywistym życiu. O czym mowa? O treści, a dokładnie o wielu wspaniałych cytatach. Niektóre to "zwykłe" mądrości, które wywołują uśmiech niemal na każdej twarzy. Inne są niebanalnymi konkluzjami, a jeszcze kolejne to takie przypominajki prawd wszystkim wiadomych, a często pomijanych.

13 miesięcy temu pisałem o ścigającym nas mieczu przeznaczenia, który ma dwa ostrza, a jedno z nich to Ty. Dziś moją uwagę przykuł inny fragment sagi. 
Zawsze trzeba działać. Źle czy dobrze, okaże się później. Żałuje się wyłącznie bezczynności, niezdecydowania, wahania. Czynów i decyzji, choć niekiedy przynoszą smutek i żal, nie żałuje się.
Ileż w tym prawdy. Ile razy żałujemy czegoś, bo nie spróbowaliśmy. Nie podnieśliśmy rękawicy, nie podjęliśmy się wyzwania. Ile razy zrobilibyśmy coś inaczej, gdyby można było cofnąć czas. Zaryzykowalibyśmy.

Przecież często popełniamy błędy, ale czy bierność nie byłaby jeszcze gorsza? Każdy ma własne życie i jeden woli narazić się na wyśmianie i zyskać popularność, a drugi być zawsze na uboczu niezauważonym, ale i nienarażonym na szyderę. Ktoś chce robić to, co kocha i ryzykuje, gdy inni idą głównym nurtem, wybierają to, co pewne, ale nie mają szans zajść tak daleko jak ryzykanci.

Choć z natury lubię próbować nowych rzeczy, jestem ciekawy świata i nie należę do bojaźliwych czy wstydliwych, to i mnie zdarzało bać się jakichś wyborów. Zwłaszcza tych, od których nie ma odwrotu. Czasami to były strzały w samą dziesiątkę, innym razem ewidentne pomyłki. Ale powiedzieć, że ich żałuję, nie mogę. Żałowałbym, gdybym tych decyzji nie podjął. Zdecydowanie.
Źródło: niezawodny unsplash.com
Iluż to świat przynosi idoli, wzorów, autorytetów. Kolejni ludzie sukcesu wypływają na szerokie wody, a my dowiadujemy się o nich za pośrednictwem telewizji, gazet lub Internetu. Ktoś kto osiągnął szczyt, hm? O kim pomyślałeś? Steve Jobs? Mark Zuckerberg? Może Eminem czy Serj Tankian? A może Aleksander Macedoński?

Jest cała masa ludzi, którym można zazdrościć ich sukcesu. I pewnie zazdrościsz, jednak robisz to tak delikatnie, subtelnie, żeby się przy tym nie spocić. Jednak czasem coś sprawia, że rodzi się prawdziwa zazdrość i płonie niczym Londyn w 1666. A potem śmierdzi zawiścią. Co to takiego? Powinieneś raczej spytać kto to. Chodzi o osobę z niedalekiego otoczenia, między Tobą a tymże człowiekiem nie ma już takiej przepaści jak między Tobą a Rihanną czy Robbenem. Znasz go dobrze albo prawie wcale. Widujesz czasem, wiesz jak się nazywa. I wszystko idzie dobrze, aż tu nagle on osiąga sukces. Jak to!? To nie do pomyślenia. Komuś z Twojego otoczenia się udało i to nie jesteś Ty?

Co z tego, że pracował na to latami?
Co z tego, że zasłużył na to i że jest fantastycznym człowiekiem?
Co z tego, że ja nie zrobiłem nic, żeby się wreszcie podnieść sprzed komputera?
Co z tego, że nie obnosi się z sukcesem i gdyby nie powiedziała mi cioteczna koleżanka jego przyrodniego znajomego, to nigdy bym nie wiedział?

Tak nie może być. To ja mam być najlepszy. Na pewno mu wyszło, bo sobie załatwił. Na pewno.

Ludzie, którym się udało, najczęściej włożyli w to dużo poświęcenia i trudu. Powinni być może nie tyle wzorem, bo nie każdy musi być zaraz wynalazcą i naukowcem, co inspiracją. Jeśli Twoje ambicje istnieją, to popatrz - można! Zamiast złościć się, że on ma to pierwszy, pierwszy na to wpadł i pierwszy się tego nauczył, weź się do roboty. Niech cudzy sukces będzie inspiracją, a nie miejscem zapalnym. Spróbuj, a zobaczysz, że do jego sukcesów dołączą Twoje. Csii, ani słowa. Po prostu wstań i idź po swoje.

Nie pierwszy raz korzystałem z opcji preorder przy zamawianiu krążka jednego ze swoich ulubionych artystów, ale nie przypominam sobie, żeby płyta dotarła do mnie kiedykolwiek przedpremierowo. Tym razem uśmiech na mojej twarzy wywołała paczka z dziełem artysty znanego i cenionego, choć według wielu jego twórczość straciła na wartości poprzez nawrócenie. Oczywiście chodzi o Tau, który wcześniej nagrywał pod pseudonimem Medium.

Do dziś w sieci mogliśmy znaleźć 3 single zapowiadające "Remedium". Dziś Tau udostępnił kolejny kawałek o tytule takim samym jak nazwa całego lonplay'a. Album, którego oficjalna premiera nastąpi jutro, stanowi dla wielu pewną zagadkę, ponieważ będzie on pierwszym cedekiem wydanym pod nowym pseudonimem.

Jak wskazuje nazwa "Remedium" projekt ten jest rozliczeniem z dotychczasową karierą artystyczną firmowaną pseudonimem Medium. Opublikowany dziś utwór to nie jedyny kawałek z płyty, w którym Tau nawiązuje do własnej twórczości.

Poza follow up'ami do siebie samego tak naprawdę możemy liczyć na tematykę znaną, choć ujętą w inny sposób, niż widzieliśmy do tej pory. Oczywiście na płycie znajdziemy też utwory, które zaskoczą. 

Przykrym zaskoczeniem dla fanów (również dla mnie) była zamiana jednego z gości - KęKę na Kaliego. Mimo wszystko nie mogę zaprzeczyć stwierdzeniu, że numer ze wspomnianym raperem nie odstaje od pozostałych, choć dla mnie osobiście strofy Tau są zwyczajnie lepsze od tych nawiniętych przez byłego członka krakowskiej Firmy.

Na krążku znalazło się miejsce również na ciekawy storytelling. Narracja Tau pozwala utożsamianie się z wersami, które napisał. Na tym polega chyba sztuka, żeby odnaleźć siebie na trackach, które dostajemy od kieleckiego artysty. Gościem nieogłoszonym, który pojawia się w kilku utworach jest Jezus. To do Niego nawiązuje Tau, czego można się spodziewać po przesłuchaniu chociażby singli.

Szanuję ciężką pracę, jaką wykonał Tau tworząc "Remedium" (poza tekstami jego autorstwa są również niektóre instrumentale), dlatego nie chcę zdradzać zawartości krążka, który oficjalnie wychodzi 3 grudnia.

Czego można się spodziewać na płycie?
  • Świetnego flow, za które doceniany był Medium i za które doceniany jest Tau.
  • Przemyślanych i różnorodnych tekstów.
  • Przekazu i pasuje to w tym miejscu chyba lepiej, niż u jakiegokolwiek innego rapera w Polsce. Tau wie, co chce powiedzieć i robi to w fantastyczny sposób. Przykład? Logo Land.
  • Materiału przez wielu określanych jako lepszy od tego na "Graalu", więc siłą rzeczy lepszy również od Egzegezy (zdecydowanie). Jako słuchacz, który pamięta dobrze czasy, kiedy wychodziła "Teoria Równoległych Wszechświatów" nie podejmuję się udzielenia odpowiedzi na pytanie, która z wspomnianych płyt jest lepsza. Obie są inne, jednak "Remedium" jest zdecydowanie dojrzalsze.


Jeśli chodzi o sposób wydania płyty, to jest taki sam jak w przypadku pierwszego legalnego krążka Piotrka, czyli "Teorii Równoległych Wszechświatów" oraz pierwszego albumu wydanego przez wytwórnię Bozon Records - "Egzegezy", a mianowicie jest to książeczka w twardej okładce z płytą umieszczoną na końcu w kopercie.

Jeśli miałbym przyznawać punkty tej płycie, to uwzględniając wszelkie aspekty daję jej 8 na 10. Pamiętajcie jednak, że przesłuchałem ją jedynie raz, więc ocena może ulec zmianie, choć jestem pewien, że w tym wypadku tylko na wyższą. Już jutro sprawdzicie sami!