Ja i mój kundel na Zielonej Mili

2 comments
Źródło: fdb.pl
Nie było mnie tutaj ponad tydzień. To kłamstwo, byłem i walczyłem z szablonem, póki co bezskutecznie, ale może wkrótce coś się ruszy do przodu. Życie w szkole średniej niestety lub na szczęście nie składa się z samego blogowania. Nie jestem Kominkiem i nie mogę wstać, o którejkolwiek, żeby zrobić cokolwiek i po tym odpocząć. Uczę się, trochę. Bloguję i w między czasie robię coś jeszcze. Czytam.

Moja druga przygoda z Kindlem rozpoczęła się w sumie wcześniej, niż pierwsza. To temat na oddzielny post i może wspomnę o tym, gdy będę coś pisał o samym urządzeniu, bo kolega niedawno udowodnił mi, że jest na to zapotrzebowanie. Może niewielkie, ale wkrótce będzie większe. Biznes ebookowy zdecydowanie idzie naprzód, nie odwrotnie.


Dziś chcę, żebyśmy się trochę przeszli. Przeszli "Zieloną Milą". Zapewne większości z Was już pojawił się przed oczami wyjątkowych rozmiarów Murzyn, który trafił do więzienia. O przypominacie już sobie aktora, który zagrał Paula. Film jest produkcją wiele razy serwowaną w telewizji i trzeba przyznać - zasługuje na to. A znacie takie powiedzenie "książka jest zawsze lepsza od ekranizacji"?


Już na wstępie powiem, że prawdopodobnie takiej powieści nigdy w życiu nie czytaliście. Bo czy ktoś tu słyszał o powieść-serialu? Może lekko przesadziłem, ale "Zielona Mila" składa się faktycznie z 6 odcinków. Spokojnie, dzieło Kinga jest spójne i gdyby nie to, że poszczególne części mają swoje nazwy, prawdopodobnie nie zauważylibyście różnicy. Ja bym nie zauważył.


Może dlatego, że tak bardzo pochłonęła mnie treść? Zupełnie inaczej czyta się książkę, kiedy lekturę uprzedziła ekranizacja. Tak było w moim przypadku, jednak historia z 1932 roku przyciągnęła moją uwagę nie mniej, niż zwykle, kiedy to stykam się z daną historią po raz pierwszy. Co prawda film Franka Darabonta oglądałem już dobre parę lat temu, ale główny wątek trudno zapomnieć.

minus_3 - Instagram
Przenosimy się 80 lat wstecz prosto na blok więzienia stanowego, blok śmierci, gdzie znajdują się tylko więźniowie, których czeka spotkanie ze "Starą Iskrówą". W tym miejscu chciałem napisać, kto jest głównym bohaterem, ale jest nim chyba sama Zielona Mila. O wszystkim co się na niej dzieje opowiada nam przełożony na bloku E, główny klawisz- Paul Edgecomb. Niezwykły czarnoskóry, o którym właściwie jest główny wątek to John Coffey (jak napój, tylko inaczej się pisze).

Kolejne rozdziały upływają w tempie stron, może to za sprawą małych porcji tekstu serwowanych przez Kundelka, a może to mistrz narracji tak dobrze ją poprowadził. Akcja książki dzieje się na dwóch płaszczyznach, choć dominuje rok '32.


Jak kończy się książka? Jeśli mnie pamięć nie myli, inaczej niż film. Z kolejnych kart "Zielonej Mili" płynie przesłanie, który Stephen King przemycił w wypowiedziach poszczególnych bohaterów. Ostatnio pisałem o "Testamencie" Grishama i muszę przyznać, że z tamtymi treściami identyfikowałem się bardziej. Jeśli oglądałeś ekranizację "Zielonej Mili", to przeczytaj, bo warto, żeby poszerzyć tę historię o pewne aspekty. Jeśli jednak brak Ci czasu na czytanie i każda minuta jest na wagę złota, to spokojnie możesz sobie odpuścić.


Mimo wszystko szybciej pewnie sięgnę po kolejną pozycję Kinga, niż Grishama, choć książki obu leżą już w pamięci Kindla. Nazwisko chyba robi swoje. Tymczasem mierzę się z "Resortowymi dziećmi" - przerwa od fikcji nie zaszkodzi. 5!

Jeśli chcesz być na bieżąco ze wszystkimi wpisami na Minus 3 polub fanpage bloga 
na Facebooku, gdzie lądują zawsze najnowsze posty. 5!
Next PostNowszy post Previous PostStarszy post Strona główna

2 komentarze:

  1. Pochłaniam Kinga. Szczególnie polecam Ci "Dallas '63".
    Również "Bastion" (o ile nie przeraża Cię ponad 1000stronicowa powieść)
    "Pan Mercedes", "Lśnienie", "Doktor Sen"
    Pierwsze dwie z wymienionych to po prostu konieczne pozycje w przygodzie z Kingiem. Chociaż ja prawie każdą uważam za konieczną... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się ruszyć, przynajmniej to Dallas. I dam znać. Dzięki!

      Usuń