Malutkie kuleczki, w których zamknięta jest przeszłość

Leave a Comment
Źródło: chrostowsky.weebly.com
Zdjąłem go z półki. Zdjąłem z niego nakrętkę. Nacisnąłem. Psssiik. Nic wielkiego, to tylko dezodorant. Tylko, a czuję się, jakby znaczył dla mnie wiele. Poczułem jego zapach. Wraz z jego wniknięciem w nozdrza do głowy wnika obraz sprzed roku, gdy wychodziłem na randkę. A przed wyjściem użyłem takiego samego dezodorantu. A potem kolejne obrazy, coś jak klisza. Widzę drogę do umówionego miejsca. A potem miejsce, ją widzę i jeszcze, ale nie, to już nie obraz, to uczucie.

Idę chodnikiem. Tym samym, którym szedłem 3 lata temu. I czuję październikowy wiatr na swojej twarzy. Spaliny śmierdzą tak samo i tylko ja jestem już starszy. Coś mnie zaswędziało. Nawet nie wiem co, ale to samo, co wtedy. I czuję się jak wtedy. Widzę to miejsce jeszcze sprzed remontu drogi, widzę ją pośród traw. I siebie żegnającego się i pędzącego na mecz. I czuję. Już nie widzę, czuję tę radość po zwycięstwie. Satysfakcję, zmęczenie i jeszcze satysfakcję. Ogromną satysfakcję.

Usłyszałem to. Piszę "to", bo nawet nie znam tytułu tej piosenki. Ale słyszałem ją już kiedyś. Data? Nie znam, ale można mniej więcej ustalić po tym, co poczułem, gdy znów ucho zetknęło się z falą akustyczną niosącą te same dźwięki, co ileś tam miesięcy wstecz. Z kim się to kojarzy? W sumie to nawet dokładniej. Usłyszałem ten kawałek, gdy wyjechała nad morze. Tak i czułem się wtedy bardzo...

Wszystkie te drobne elementy codzienności działają na mnie jak wehikuł czasu. Przenoszą w przeszłość i oddają mi wspomnienia, często takie, których bez nich nie odnalazłbym w pamięci. Dzięki nim czuję się jak dawniej. Smutny albo przeszczęśliwy. Na pewno młodszy. Czuję się jakbym na ułamek sekundy był gdzieś indziej, albo raczej kiedyś indziej.

Zapach dezodorantu, dźwięk piosenki czy uczucie wiatru na policzkach. To są takie moje małe kuleczki, w których zamknąłem nieświadomie swoją przeszłość. Raz na jakiś czas zupełnie niechcący otwieram te kuleczki i przez ćwierć momentu czuję się jak kiedyś. Dają czasem pierwiastek szczęścia i uśmiech w naprawdę parszywy dzień. Są lekarstwem podawanym losowo, którego dawkowania nie da się określić. I wadą jest to, że to lek niedostępny zarówno z receptą jak i bez. On przychodzi wybiórczo wtedy, kiedy mu się o mnie przypomni.

Rozmawiałem o tym kiedyś z psychologiem i potwierdził, że te same bodźce mogą nam przypominać obrazy czy uczucia, które związaliśmy w naszym umyśle z tymi bodźcami. Żeby było mi prościej zobrazować nazwałem te bodźce kuleczkami, które czasem podaje i otwiera nam życie.

Spaliny. Stara koszulka. Zeszyt. Książka z wypadającymi stronami. Zdjęcie. Piosenka. Film. Perfumy. Wiatr. Wrzask. Osoba. Samochód. Po prostu widok. To moje malutkie kuleczki, w których zamknięta jest przeszłość.
Next PostNowszy post Previous PostStarszy post Strona główna

0 komentarze:

Prześlij komentarz