Dlaczego warto kupić dziecku książkę?

1 comment
Źródło: Flickr
Uwielbiam im się przyglądać, wyszukiwać, dotykać czule, a później z nimi zasypiać, zachwycać się nimi przy świetle żarówki lub słońca w zenicie. Znam je dobrze, a wciąż mnie zaskakują. Było ich już trochę, ale przy żadnej nie pomyślałem, że ta będzie ostatnia. To one. Książki.

Kiedy byłem w wieku przedszkolnym zapamiętałem z telewizji hasło. Brzmiało „Cała Polska czyta dzieciom”. Przypominałem je rodzicom regularnie, choć z czasem przestało to być potrzebne. A może od początku nie było? Nie mam aż tak dobrej pamięci, by odpowiedzieć na pytanie, czy rodzice zaczęli mi czytać, bo chciałem, czy bo oni chcieli. Mimo wszystko bardziej prawdopodobna wydaje mi się ta druga opcja.

Kolejne wyjazdy czy uroczystości typu imieniny przynosiły kolejne pozycje na półkach. Do tej pory zachowałem większości tomów legend dla dzieci, mitów greckich w wersji „dla najmłodszych” czy też Biblię obrazkową. Jako sześcio-, może siedmiolatek chodziłem pod domu recytując z pamięci opowieść o koniu trojańskim. Nieświadomie ćwiczyłem swoją pamięć, rozśmieszając przy tym rodzinę.

Pewnego wieczora nie mogłem się doczekać rodziców i ich codziennej dawki literatury dla mnie(tym razem „Pana Kuleczki”). Obcując z książkami na co dzień, zdobyłem jakieś tam pojęcie o alfabecie. Niecierpliwiąc się, zacząłem sam literka po literce odszyfrowywać treść ulubionej wtedy lektury. Do tej pory zdarza się, że przypominam sobie, jak pobiegłem z książką do mamy lub taty i zapytałem „jak się czyta <<ch>>?”. Tego wieczora rozpocząłem naukę czytania.

Kolejne lata przyniosły mi założone karty w bibliotekach szkolnej i osiedlowej. Poza klasykami mojego dzieciństwa, którymi stały się „Przygody Tomka Sawyera”, seria o Panu Samochodziku czy coś o hiszpańskim Zorro, w domu wraz z Dniami dziecka, imieninami i tym podobnymi okazjami rozwijała się kolekcja książek o Tomku Wilmowskim. Skompletowałem ją, ale przeczytałem tylko 7/9 całości. Problem polega na tym, że nie pamiętam, które dwie pozycje pominąłem.

Kolejny rok w szkole przyniósł zafascynowanie światem fantastyki. Po obejrzeniu „Opowieści z Narnii: Lew, czarownica i stara szafa” w kinie zapragnąłem sprawdzić dzieło C.S. Lewisa. Przeczytałem wszystkie 7 części. Już wtedy nocami, niekiedy z latarką pod kołdrą, ponieważ nie rozumiałem, że „już pora spać”. Być może dlatego pisząc ten tekst, mam okulary na nosie. Do kultowych już książek, które przeczytałem nie ukończywszy pierwszego etapu edukacji (trzeciej klasy podstawówki) mogę zaliczyć jeszcze trylogię Karola Maya „Winnetou”. Oczywiście wszystkie lektury szkolne również przeczytałem. Z jednym wyjątkiem - „Chatka Puchatka” była nie do przebrnięcia.

Jeszcze w trzeciej klasie podstawówki odkryłem Hogwart i wszystko, co z nim związane. Na ostatnią, siódmą część serii o chłopcu w okularach czekałem już przeczytawszy wszystkie poprzednie książki Rowling o Harrym Potterze. Nie poszedłem jeszcze do gimnazjum, a przecierałem oczy z zachwytu i zmęczenia wertując przygody chłopca na smoczycy, czyli Eragona.

Przy okazji konkursów polonistycznych czytałem też literaturę zupełnie inną. W tej chwili na regale obok mnie stoją „Dzieci Ireny Sendlerowej” kupione przy okazji olimpiady polonistycznej w szóstej klasie.

Lektury czytałem sumiennie, choć niektóre męczyły mnie nieznośnie. „W pustyni i w puszczy” to chyba do dziś najcięższa książka narzucona przez szkołę, z jaką przyszło mi się zmierzyć. „Krzyżacy” przy nich to tym to pryszcz.

To mocno okrojony spis dzieł, które przeczytałem przed pójściem do gimnazjum. Tysiące stron, jakie przekręcałem w południe i o północy dały mi lepszy start, lepszy koniec i lepsze to, co pomiędzy nimi. Nie jestem nieomylny po dziś dzień, ale robię nieporównywalnie mniej błędów ortograficznych od swoich rówieśników, którzy z książkami mają niewiele wspólnego. Opanowanie interpunkcji przyszło mi o niebo łatwiej dzięki tysiącom, jeśli nie milionom, zdań przeczytanym już w naprawdę młodym wieku. Opowiadania pisałem lekko i przyjemnie, bo nie miałem problemu z wymyśleniem trzystronicowej historyjki - czytanie rozwinęło moją wyobraźnię wystarczająco dobrze. Płynne i poprawne wypowiadanie się, niejednokrotne improwizowanie, zwłaszcza przy odpowiedzi ustnej, są również zasługą książek. Przykłady do rozprawek najlepiej brać z… literatury. Czyli książek.

Był taki dzień w któreś wakacje, że mój dobry kolega robił porządki w pokoju. Po wszystkim poszedłem do niego w odwiedziny. Powitał mnie słowami „Cały worek płyt mam do wyniesienia, poczekaj chwilę.”. Zapytałem, o jakie płyty chodzi. Chodziło o płyty z grami komputerowymi. „To całe moje dzieciństwo.” powiedział, pokazując na czarny worek wypełniony płytami. Moje wciąż stoi na półce w domu lub bibliotekach.


To, czy twoje dziecko będzie umiało posługiwać się poprawnie i swobodnie ojczystym językiem, zależy od ciebie. Od tego, co mu kupisz na gwiazdkę, co mu wręczysz w urodziny i czy dasz mu grę, którą zajmie się na wiele godzin, czy poświęcisz czas i poczytasz. 20 minut dziennie codziennie. Podaruj swojemu dziecku poprawną polszczyznę, łatwiejszy start i mniej straszne egzaminy z polskiego. Czytaj mu i pozwól mu polubić czytanie.
Next PostNowszy post Previous PostStarszy post Strona główna

1 komentarz: