Superpuchar Polski z trybun

Leave a Comment
Źródło: pzpn.pl
Obca Warszawa, skandal i gamoń w kasie. Nieco ponad 45 minut meczu widziane z wysokości trybun. "Travel Style" to raczej nie będzie, ale kilka linijek o wyjeździe na Superpuchar Polski owszem.

Rok po założeniu bloga i premierowym wpisie o moim pierwszym kontakcie z Łazienkowską 3 powróciłem w to samo miejsce. Tym razem okazją był pojedynek pomiędzy Mistrzem Polski w sezonie 2013/2014 a zdobywcą Pucharu Polski, czyli Superpuchar. Wiedziałem, że Legia dzień wcześniej zagrała z Hapoelem Beer Shevą w pierwszym składzie i nie spodziewałem się, że powtórzy ustawienie w konfrontacji z Bydgoszczą. Nie myliłem się.

Dojazd na stadion z Bemowa był prosty - jedna przesiadka, mało czekania i latania na przystanki. Na samej Łazienkowskiej z daleka widać wiele bieli. Kobiety, mężczyźni, dzieci. Zdecydowana większość z nich ma na sobie białe koszulki, duża część szaliki. Kolejka do kas spora i, co najgorsze, niekoniecznie przejrzysta. Nie wiadomo, kto jest po kim, bo do jednej kasy stoją ze 4 wymieszane, zmiksowane i wyplute kolejki. Dżungla, a o czasie i tempie posuwania się oczekujących decydowały łokcie... i jakiś gamoń w kasie.

Muszę przyznać, że atmosfera wśród kibiców była naprawdę spoko. Wszyscy tak samo zdenerwowani, powoli zaczynali słać stosowne słowa w stronę kas, ale między sobą żadnych sporów nie wzniecali. Widać jedność, na trybunach i przy kasach też. To, co mnie bardzo zawiodło, to cały ten, nazwijmy to sobie, system sprzedawania biletów. Na stronie legia.com przeczytałem, że można wejść tylko z nową kartą kibica Legii (nie tą z "trumną"). Swoją drogą nie wiem, dlaczego an mecz o Superpuchar, a nie żaden tam ligowy, można wejść tylko z kartą Legii. I w ogóle czemu mecz jest na Legii? I mógłbym tak jeszcze długo ponarzekać, choć sam jestem kibicem CWKS, gdyby nie to, że bilety kupował każdy, kto miał dowód czy legitymację. Przez to chyba tyle o trwało, ale mimo wszystko czas oczekiwania to taki mały skandalik. Zapłaciłem miliony za mój ulgowy bilet, a wszedłem na stadion w 43. minucie. A za mną w kolejce było jeszcze sporo osób. I jeszcze ten gamoń zapomniał mi wydać pięciu dyszek i się kłócił. Zwrot jakże pokaźnego kapitału zawdzięczam tylko współoczekującym w kolejce, którzy mnie poparli, bo jeszcze się bezczelny kłócił, ze wydał.

Ledwo wszedłem, a już ludzie zaczęli wychodzić, bo sędzia gwizdnął przerwę. Po przerwie obejrzałem 45 minut wspaniałej walki, o jak najgłośniejszy doping. Żyleta nie wychodzi z formy i nie zmienia się to już od długiego czasu (nie wiem jak długiego, bo ja nie pamiętam, żeby słabo kibicowali). Na boisku działo się niewiele, choć mecz nie był znowu jakiś najgorszy. Niestety moim zdaniem piłkarze Zawiszy byli lepsi, choć Legii odebrano co najmniej jednego karnego. Szkoda, że akurat w doliczonym czasie warszawiacy stracili gola, bo byliby w stanie powalczyć chociaż o ten remis.

Trudno mi powiedzieć, ile było osób na trybunach. Z Bydgoszczy na oko 7, ale siedzieli daleko i mogłem się pomylić. W każdym razie łącznie widzów było więcej, niż na Generali Cup przed rokiem. Atmosfera mniej piknikowa, skład Legii bardziej. Carlos z Zawiszy dobrze kręcił na prawym skrzydle, trzeba mu to oddać. Poza gamoniem w kasie nie podobało mi się jedno - odniosłem wrażenie, że kibice naśladują małpy, gdy do piłki dochodzi czarny zawodnik. Chciałbym się mylić i móc powiedzieć, że się przesłyszałem. Jeśli nie, to jest to ogromna głupota i chciałbym, żeby tego nie było. Dicksonowi Choto czy nawet Dossie Juniorowi nie będzie miło.

Mecz udany i trudno mi słowami oddać piękno nieba, jakie ujrzałem nad Pepsi Areną, wracając do domu. I tym poetyckim akcentem zakończę ten wpis. Dla Minus 3 Tomek z loży vipowskiej na stadionie Legii. Mam nadzieję, że następnym razem bilety kupię jak człowiek. 
Next PostNowszy post Previous PostStarszy post Strona główna

0 komentarze:

Prześlij komentarz