Zajawka? Jestem na tak.

Leave a Comment
Czasem pod wpływem wielu czynników lub zupełnie małej ich ilości w mgnieniu oka czuję, że coś mi się podoba. Czuję, że to jest to coś, na co mam ochotę. I na co będę miał ochotę jutro, pojutrze, a dalej... a dalej się zobaczy. Bo równie spontanicznie, co coś mnie porywa, może mnie znudzić. Ale przez cały czas, gdy mi się podoba, sprawia radość. Co to jest? Może mainstreamowo (blee!) to zabrzmi: to zajawka.

W gimnazjum poznałem kolegę, który był, ba, jest mistrzem oddawania się swoim zajawkom (i porzucania ich). Przez jakieś 4 lata naszej znajomości zdążył ulec pasji freestyowania, free runningu, chodzenia na rękach, magicznych sztuczek z kartami i bez, gry w Plemiona, pokera i chyba coś jeszcze, w międzyczasie szukał kursu tańca i jeszcze bawił się jojo. To już całkiem sporo, a zapewniam was, że jeszcze nie wymieniłem wszystkiego, ale reszta pozostanie słodką tajemnicą.

Dużo mógłbym o nim opowiedzieć, ale pochwalę się: wiele gorszy nie byłem. Najlepiej swoje sezonowe i nie tylko zainteresowanie jakimś sportem na lekcjach wychowania fizycznego. W pierwszej klasie graliśmy prawilnie w piłkę nożną. W drugiej po i w trakcie występów naszej reprezentacji w Mistrzostwach Europy przyszła pora na szczypiorniaka. Spodobało nam się na tyle, że graliśmy z rok ze sporadycznymi przerwami na coś innego. W ostatniej klasie szkoły nazywanej popularnie gimbazą poznaliśmy piękno siatkówki. I graliśmy długo, z przerwami na... szczypiorniaka. A propos sportu, na letnich rekolekcjach zafascynował ping pong.

Każdy kolejny etap, każda kolejna zajawka to kupa radości, śmiechu, satysfakcji. I tak, jak pisałem w pierwszym akapicie, z nimi jest tak, że przychodzą spontanicznie i odchodzą spontanicznie. To chyba różnica, pomiędzy zajawką a pasją.

Rok temu bez mała dałem się porwać zajawce. Założyłem bloga. Spontanicznie. I się nie skończył. Urósł.

Może szukasz swojego ulubionego czegokolwiek, a może nie. Zajawce warto się oddać, każda może stać się kiedyś pasją. A kim bylibyśmy bez naszych pasji?

I nawet jeśli miałbyś grać, śpiewać czy pisać przez miesiąc, to warto. Miesiąc czasu za miesiąc radości to dobra cena.

Zakończyłbym chętnie mądrym cytatem, ale to dość przewidywalne. Poniżej i powyżej zdjęcia mojej inspiracji. I zajawki.
Źródło: tutaj
Next PostNowszy post Previous PostStarszy post Strona główna

0 komentarze:

Prześlij komentarz