Nie musisz, ale możesz

2 comments
Z książek Kominka poza wieloma ważnymi rzeczami, o jakich powinien wiedzieć bloger, dowiedziałem się również zasad najbardziej podstawowych. Jedna z nich brzmi: nie ma autora, który nie czyta. Każdy muzyk słucha też muzyki innych twórców, każdy piłkarz podgląda kolegów po fachu i nie ma kucharza, który jadłby tylko to, co sam ugotuje.

W myśl tej zasady walczę z kolejną lekturą, chociaż słowo "walczę" jest tutaj raczej nie na miejscu, bo jej czytanie to czysta przyjemność. Żeby uniknąć spoileru kolejnej recenzji nie zdradzę wam jeszcze tytułu książki, którą kupiłem jakiś miesiąc temu. Był to zakup udany - widzę to po owocach, konkretnie po tym, co wynoszę z treści tej pozycji.

Autorka opowiada o swoim znajomym czy przyjacielu, który znalazł sposób na radzenie sobie z lenistwem. Był prosty i bardzo treściwy. Na tyle, że mieści się w jednym zdaniu.
Zamień słowo "muszę" na "mogę".
Na początku podszedłem do tego powściągliwie. Cała książka jest mądra, więc i to nie może być głupie. Ale to nie takie proste. Jest tyle rzeczy, które po prostu muszę zrobić. W ten sposób myślałem. I tu się myliłem.

Wypróbowałem tę zasadę przy jakiejś prozaicznej czynności, to było chyba wynoszenie śmieci. Trzymając czarny foliowy worek w ręce, znów zastanawiałem się, jak wielkim obciążeniem jest on dla mojego planu dnia i w ogóle jak bardzo psuje mi wypoczynek, odrywa od przyjemności. Klapa od dużego zielonego kosza opadła i przypomniało mi się: nie muszę go wynosić, mogę to zrobić. Co to znaczy móc wynieść śmieci?

Paradoksalnie dla mnie znaczy to bardzo wiele. Mniej więcej tyle, co: mam zdrowe nogi i kręgosłup - mogę zejść po schodach; nie muszę teraz pracować w polu, mam czas na leżenie, z którego część mogę poświęcić na wyniesienie tego worka; ktoś mi o tych śmieciach przypomniał - nie jestem sam. W skrócie: mogę wynieść śmieci.

To tak proste, a naprawdę skutecznie. Codzienne narzekanie na byle głupotę i najmniejszy obowiązek zamienia się w podziękowanie i wdzięczność za zdrowie, rodzinę czy po prostu dobre życie. Naprawdę nietrudno ułatwić sobie wynoszenie śmieci, wcale go nie unikając. Na szczęście nie musisz tego wypróbowywać. Ale możesz.
Next PostNowszy post Previous PostStarszy post Strona główna

2 komentarze:

  1. Napisałeś: "Codzienne narzekanie na byle głupotę i najmniejszy obowiązek zamienia się w podziękowanie i wdzięczność za zdrowie, rodzinę czy po prostu dobre życie." Dlaczego? Dlaczego zamienia się w te rzeczy? Komu dziękujemy? Dlaczego to takie religijne? Moim zdaniem to co mamy zrobić i tak zrobimy, więc po prostu trzeba to zrozumieć, że jeśli coś cię boli to płacz nie sprawi, że przestanie boleć. Więc jeśli musisz wynieść śmieci to narzekanie nie zmieni, że ich nie wyniesiesz, a tylko zdenerwuje rodziców czy też spowoduje, że zajmie Ci to więcej czasu - CO JEST BEZ SENSU. A jeśli to psuje komuś plan dnia to wystarczy to wpisać do swojego planu :) Albo ustalić, że codziennie przy określonych czynnościach wynosisz śmieci. Np. wychodzisz do szkoły to zabierasz worek ze sobą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Co ma być, to będzie" jest jak najbardziej ok, ale znam takich, u których narzekanie na chociażby to wynoszenie śmieci wiąże się z ich niewyniesieniem bądź też znaczącym odłożeniem w czasie. Jasne, że kiedyś te śmieci wyniesie, ale może to zrobić szybciej i z nieśmiałym uśmiechem w miejsce grymasu złości, bulu i braku nadzieji. Nie każdy wpada na to, że narzekanie odbiera mu czas, serio. Pomysł z wpisaniem tego w plan jest dobry, wiadomo.

      Usuń