Pożałujesz

Leave a Comment
Miałem pisać o tym, jak razi w oczy ciemność na wiadukcie w Ciechanowie, ale daruję sobie. Wiadukt dotknęła jedna z plag egipskich (mam nadzieję, że obędzie się bez szarańczy i pomoru bydła), ale każdy i tak żyje swoim życiem. Swoją głupotą i cudzą mądrością.

Dziś dzieci dostają na komunię telefon. Trzeci, żeby nie czuły się gorsze od rówieśników, żeby nie jęczały, że Stasiek ma nowszy, a Basia ładniejszy. Jak już mają najlepszy telefon, to laptopa. Przecież to już prawie dorosły człowiek, ma 9 lat, powinien mieć własny komputer. To jasne. Dobrym pomysłem jest też telewizor, bo niektóre pociechy są dyskryminowane i nie dostały go na szóste urodziny. Dobrze, to by było na tyle, co do części sponsorowanej [rodzice dzieci przystępujących do Komunii pytali z czekoladkami w rękach, co kupić maluchom, grzech było nie wziąć].

Zróbmy małą retrospekcję, aż do mojej Pierwszej Komunii. Lata 90-te. Ja, Pan Jezus, prezenty. Nie dostałem telefonu, komputera, telewizora. Dostałem książkę, dostałem rower, piłkę, dużo rzeczy. Nic na prąd. Ekologicznie (brzydzę się, ,tfu). Zbieram się i zbieram, żeby wreszcie wam powiedzieć, że kiedyś dzieci [ja też, a jakże] miały wyobraźni więcej, niż w Minecrafcie, więcej, niż w Fifie [nigdy nie zaprzeczę, że grałem] i więcej, niż w Trudnych sprawach i innych pamiętnikach, które zmieniły twoje shore. Dzieci miały na tyle wyobraźni, że pomyśleć o tworzeniu. Wiedziały, że kartki można wykorzystać inaczej, niż w drukarce. [niż częstotliwości postów na Minus 3 to i dużo "niżów" w poście, hehe] Wiedza przerodziła się w czyn i dzieci tworzyły. [niż demograficzny w Polsce, to u mnie dużo "dzieci", dobra koniec głupich wstawek]. Ty pewnie nie, bo ty siedzisz tylko przed komputerem, ale są tacy, którzy kiedyś tworzyli. Pisali. Rysowali. Poezja, proza, kolorowa koza. Różne rzeczy. Później pakowali to w teczki i widywali tylko, pakując teczkę w kartony przy malowaniu, gdy mama mówiła "sprawdź, co za makulatura tam jest". Mieli sentyment i dużo miejsca na półkach i jakoś tam ich radosna twórczość przetrwała wszystkie remonty i przeprowadzki. I byłoby tak, jak należy, gdyby nie to, że dziś miejsce się skurczyło, sentyment uleciał, a twórczość w kominku albo koszu zakończyła swój żywot.

Zlitujcie się. Nad sobą, nade mną nie trzeba. Rozumiem, że wasza najlepsza pamiątka z dzieciństwa to screen statów z cs'a, ale jeśli niechcący przez sen i pod przymusem napisałeś, narysowałeś kiedyś coś, to po co to niszczyć? Może dopiero zaczynasz tworzyć, łapiesz się za notes, wyrywasz kartkę, potem włosy z głowy, krzyczysz niemo, że jesteś idiotą (jak widać nie bez powodu) i wszystko razem wyrzucasz do śmieci. Ogromny błąd. Za kilka lat, a co dopiero za kilkanaście czy więcej, wyciągniesz te prace i zapłaczesz nad nimi. Uśmiechniesz się, docenisz postępy. A ty dziś zabierasz sobie szansę, żeby kiedyś pierwszy raz w życiu się wzruszyć inaczej, niż oglądając Titanica. Można pisać do gazety, na blogu, na murze, do szuflady, ale nie można do kosza. Nigdy.

Źródło: Flickr

Next PostNowszy post Previous PostStarszy post Strona główna

0 komentarze:

Prześlij komentarz