XI. Jezus przybity do krzyża XII. Jezus umiera na krzyżu

Leave a Comment
Dobrze, jeśli udało ci się poznać prawdziwego siebie, zanim stanąłeś przed widokiem na konsekwencje swojego trudnego wyboru. Doszedłeś do końca, pokonałeś trudną drogę, ba, drogę krzyżową. Weronika, Cyrenejczyk, Matka, niewiasty i okrutni żołnierze, którzy zamiast pomóc kopali, zamiast litować się pluli. Postawiłeś wiele kroków, których niejeden nie miałby odwagi postawić. Pokazałeś siłę, wiarę, miłość, oddanie, wierność. A to wszystko w jednym konkretnym celu. Chciałeś po prostu przyjść tutaj. I umrzeć.

Jesteś u kresu, wiesz, że śmierć się zbliża, że nie unikniesz jej i że już za późno, żeby zawracać i uciekać. Oglądasz się i widzisz szmat drogi, który przeszedłeś. Przypominasz sobie mgliście to, co czułeś na początku drogi. Twoje wątpliwości, które towarzyszyły ci na starcie, może pozostały aż do dziś. Ile to czasu? Ile to miesięcy? Lat? Ile to było kurzu, ile siniaków, ile bólu, krwi i łez? Oswoiłeś się ze swoją drogą, mimo że do samego końca było morderczo trudno. Poznałeś miłość bliźnich, wartość pomocnej ręki, uśmiechu, zobaczyłeś ludzi którzy twojej drogi nie rozumieją, a jeszcze więcej tych, którym jest ona obojętna. Kolejne stacje mijałeś w różnym stanie. Raz z opuszczoną głową, raz starając się patrzyć w niebo. Nie byłeś nigdy pewien, co będzie tu na końcu. Oprócz tego, że umrzesz. I tylko to się spełnia. Odchodzisz stąd. I zostaje tylko twoja droga. Droga, czyli to, jak potraktowałeś każdego człowieka na niej, jak znosiłeś upadki, jak wstawałeś, jak wybierałeś, jak reagowałeś i jak pozostałeś wierny swemu wyborowi. Tylko ty i ona. A wkrótce już tylko ona. Ale nie na darmo.

Źródło: bibliofilur.republika.pl

Next PostNowszy post Previous PostStarszy post Strona główna

0 komentarze:

Prześlij komentarz