V. Szymon Cyrenejczyk pomaga Jezusowi nieść krzyż

Leave a Comment
Droga krzyżowa wciąż trwa i Golgota jest coraz bliżej. Idziesz i nie jest łatwiej, a trudniej. Z każdym krokiem twój krzyż staje się cięższy, zbierasz kolejne doświadczenia, mijasz na swojej ścieżce kolejnych ludzi, poznajesz ich zachowania, emocje. 

Przychodzi w końcu chwila, gdy to wszystko to za dużo. Okazuje się, że nawet ty możesz upaść.
I upadasz z hukiem, a wszystko, co zebrałeś do tej pory, przygniata cię do tego stopnia, że nie potrafisz sam wstać. Kurz codziennych spraw, który podniósł się w chwili, gdy zetknąłeś się z ziemią, przesłania ci innych ludzi. Nie masz pojęcia, czy jest do kogo zwrócić się o pomoc. Nie wiesz, kto stoi obok, kto jest kim, nie wiesz, jak daleko stąd są twoi bliscy. I nie wiesz, czy to jeszcze są bliscy. Wnet z mgły życiowego brudu wyłania się pomocna dłoń. Wyciągnięte ramię, które chce przytrzymać cię i pomóc wstać. A potem pomóc zmierzyć się z ciężarem krzyża. Czasem ktoś robi to z przymusu jak Szymon z Cyreny, ktoś mu kazał z tobą pogadać i ten ktoś czuje do ciebie niechęć. I pełen tej niechęci łamie swoje opory i pomaga ci. Z czasem poznajecie się i idziecie razem, już nie dlatego, że ktoś każe, ale dlatego, że chcecie. Bardzo prawdopodobne, że po jakimś odcinku drogi twój Cyrenejczyk cię zostawi i będziesz skazany na samego siebie, ale na swojej trudnej ścieżce doświadczysz dobra. Bez wątpienia doświadczysz.

Źródło: amlm3.blox.pl

Next PostNowszy post Previous PostStarszy post Strona główna

0 komentarze:

Prześlij komentarz