Potrafimy pomagać

2 comments
Tydzień temu w sobotę, tak pół godziny po południu miałem wątpliwą przyjemność iść wiaduktem. Nic wielkiego, taka zwykła piesza podróż do domu. Mijanie się z przechodniami idącymi z naprzeciwka wynagrodziła mi ciekawa sytuacja. Jeszcze sporo przed połową wiaduktu, czyli jego najwyższym miejscem, zatrzymał się samochód, a za nim oczywiście powoli zaczęło się korkować. Samochody mijały ten stojący (był to chyba srebrny renault, ale mniejsza), ale szło to powoli, bo z naprzeciwka ciągle ktoś jechał. Jak już łapiecie, jak to wyglądało, to przechodzę do tego, o czym w ogóle piszę.

Po paru sekundach, zauważyłem, że kobieta, która siedziała za kierownicą tego srebrnego renault rozmawia przez otwarte okno z jakąś kobietą, która stoi na chodniku (jesteśmy cały czas na wiadukcie, pamiętaj). Nie wiem, co tam mówiły, bo stałem po drugiej stronie ulicy (wiaduktu). Jakiś samochód minął ten stojący (i sporą kolejkę, która już zrobiła się za nim) i zatrzymał się przed nim. Facet wyskoczył zza kierownicy i zapytał kobiety z chodnika (tej, co gadała z panią kierowcą srebrnego), co się stało. Nie wiem czemu, ale ona zaczęła bardzo panikować (wcześniej wyglądała na spokojną), że "tej pani nie działają hamulce". Patrzę i faktycznie ten renault się lekko, leciusieńko cofa (miał z górki przecież). Powoli, tak, że pewnie wielkich szkód by nie było, jakby w coś przywalił, a przywalić miał wielką szansę, bo może z półtora metra za nim stał jakiś większy dostawczy. Facet z tego, co się zatrzymał przed srebrnym renault wali w szybę do żony "otwórz bagażnik!". Ona na początku nie rozumie lub nie nie umie go otworzyć, facet głośniej krzyczy i to chyba skutkuje, bo po chwili wyciągnął z bagażnika linę holowniczą. Podpiął tę kobietę (w sensie, że tego renault) pod swój samochód, drugi wysiadł z dostawczego, popchnął i ten pierwszy pojechał z renault na holu i... koniec. A to wszystko trwało ja wiem, może z 90 sekund. Czyli tyle, co nic. 

Niewiele potrzeba, żeby pomóc. A przecież możemy komuś uratować w ten sposób tyłek. 90 sekund, a ta kobieta odetchnęła z ogromną ulgą. Warto się było zatrzymać i brawa dla tego pana, mógł ją przecież ominąć jak pozostali (nie mówię, że są źli, może po prostu nie dysponowali linką do holowania).

Chociaż słoneczko przyjemnie głaskało po twarzy, to po takiej sytuacji, drobnej, zwykłej i niewiele znaczącej, robi się jeszcze cieplej. Cieplej na sercu. Potrafimy pomagać.
Super, nie?

Źródło: mowimyjak.pl

Next PostNowszy post Previous PostStarszy post Strona główna

2 komentarze:

  1. Co do budowy tekstu, to unikaj stawiania tak dużo nawiasów, bo da się tę treść (w sensie w nich) umieścić jakoś inaczej (w sensie, że w zdaniu).

    Ale mniejsza o to, one (nawiasy) tak bardzo nie rażą, Przejdę zatem do kwestii treściowej, choć zapewne o niej (o treści) też wiele nie napiszę, bo co tu pisać? Ten pan zachował się bardzo honorowo i z pewnością nie tylko ona (ta kobieta) była mu wdzięczna, ale również kierowcy aut za nimi. Każdy nawet najmniejszy gest życzliwości w stronę innego człowieka (nawet i nieznajomego, a może zwłaszcza) zasługuje na pochwałę. A równe mu (gestowi) może okazać się zwykłe (choćby i najcichsze) "dziękuję".

    P.S. Teraz już rozumiesz, co mam przez nie (nawiasy) na myśli, prawda? XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, świetnie wyjaśniłeś/wyjaśniłaś, o co chodzi :) taka forma zwracania uwagi i poprawiania moich błędów jak najbardziej mi się podoba. Dziękuję (najcichsze). 5!

      Usuń