III. Jezus upada pod krzyżem po raz pierwszy

1 comment
Kolejna stacja, idziesz już jakiś czas. Zasmakowałeś życia, zasmakowałeś twojej drogi krzyżowej, zasmakowałeś kamieni wbijających się w kolana, wiesz co to piasek na twarzy. Czasem coś cię gniecie, przyciska do ziemi, do dna, nie pozwala rozwinąć skrzydeł.

Każdy miał w swoim życiu liczne upadki, ale nie chcę o tym dziś pisać. O tym pisał Bartek tutaj. Pamiętasz swoje dziecięce marzenia? Pamiętasz, jak wierzyłeś, że zagrasz w Barcelonie i że będziesz zarabiał miliony? Ja pamiętam, to był początek drogi, pierwsze lata życia. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to, czy będę studiował na Oxfordzie może zależeć od czegoś oprócz moich planów, nie wiedziałem, że w Manchesterze nie potrzebują napastnika takiego jak ja, nie wiedziałem, że bycie najbogatszym nie jest takie proste. Nie wiedziałem, że marzenia mogą być nieosiągalne i zwyczajnie dziecinne. I pamiętam pierwszy raz, kiedy pomyślałem, że to wszystko się nie spełni. Miałem  8 lat, może 9. Rozpłakałem się. Upadłem, po raz pierwszy upadłem. To właśnie ten debiutancki kontakt z podłożem - uświadamiasz sobie, że nie spełnisz swoich marzeń. Nie ominie cię to, zazwyczaj. Są przecież, szaleńcy, którzy urodzili się rozsądni i wiedzą, że nie zagrają w United, ani Realu. Jezus wstał, bo wiedział dokąd idzie i po co. A ty wiesz? Wiesz, że twoje marzenia mogą się nie spełnić, a mimo wszystko trzeba iść dalej? Wiesz, że trzeba dążyć? Przez całe życie dążyć. To już wiesz. 

To pierwszy upadek. Pierwszy raz rozbiłeś sobie kolano. I za pierwszym razem taka rana wygląda strasznie, za drugim i trzecim już nie tak bardzo. Takie rzeczy, jak te z poprzedniego akapitu, przygniotą cię raz, może dwa. Później przyjdą kolejne. Kolanami już się nie przejmiesz, nie gdy zobaczysz "to". Ale nie wiesz tego, nie znasz przyszłości, nie znasz kolejnych stacji. Wiesz, że masz iść.

Źródło: Flickr

Next PostNowszy post Previous PostStarszy post Strona główna

1 komentarz:

  1. "Jezus wstał, bo wiedział dokąd idzie i po co." O to właśnie chodzi.

    OdpowiedzUsuń