Trafny wybór

3 comments
Byłem pod wrażeniem rozmiarów książki, z którą przyszło mi się zmierzyć, a jednocześnie zacierałem ręce. Nie lubię tych krótkich, poniżej 300 stron, a ta miała przeszło 500. Nie miałem pojęcia, czego się spodziewać. Pierwsze kilka stron i już ktoś ginie. Nie rzuciło mnie to na kolana, ale początek jednak nie taki banalny. W głowie pytanie "i co dalej?". Nie wyszło z niej, aż do ostatniej strony.

Nie ukrywam, dotąd czytałem różne książki i na tle rówieśników mam ich wiele na półce "przeczytane", ale z taką się chyba nie zetknąłem. A może zetknąłem, do jednej mogę ją chyba porównać. "Imię Róży" autorstwa Umberto Eco, mówi Wam to coś? Na początku skojarzyły mi się te dwa tytuły ze względu na rozmiar, oba mają niemal idealnie pięć setek stron. Ważniejsza wspólna cecha to umiejscowienie akcji. W obu przypadkach mamy do czynienia z małą społecznością. A teraz mój wkład w ich podobieństwo - obie dały mi masę satysfakcji po ukończeniu czytania. 

Autorka Harrego Pottera znanego na całym świecie zabiera nas tym razem do realnego świata. Zabiera nas bez zapinania pasów, już na początku ginie Barry, co jest swoistym zawiązaniem akcji i przyczynkiem wielu późniejszych wydarzeń. Świat, który stworzyła Rowling jest taki sam jak ten stworzony przez Pana Boga. Realny do bólu. Pomimo, że książka opowiada tylko o życiu osób, które aktualnie łączy miejsce zamieszkania, to przyznaję się - nie mogłem się od niej oderwać. Im większy numer ma strona, tym większego przyspieszenia nabierała akcja, a we mnie wzrastała chęć przewracania kolejnych kartek. Wydarzenia nie sprawiały, że śmieję się do bólu, raczej przypominam sobie to, co wiem - życie jest brutalne. Brutalne i wulgarne - dokładnie takim przedstawiła je pisarka. Zwykli ludzie i zwykłe problemy, te same mamy na co dzień, a jednak chciałem znać ciąg dalszy. Choć nie dzieje się tam nic nadzwyczajnego, Hagrid nie lata na motorze, a Voldemort nie walczy z Dumbledorem, to nie brakuje dramaturgii. Odważę się użyć pewnej analogii: "Trafny wybór" to coś na modłę Trudnych spraw, jednak opowiedziane w niebanalny sposób, zaopatrzone we wciągającą i nieprzewidywalną (choć oczywiście nie wszędzie) fabułę oraz wyrazistych bohaterów, taka jest różnica + książka zawsze lepsza od filmu, zwłaszcza od... trudnych spraw. Oczywiście porównałem tak nie z chęci ubliżenia autorce, a z chęci zarysowania chociaż tej książki tym, którzy i tak po nią nie sięgną. Każdy może się odnaleźć, w którymś z bohaterów, komuś kibicować, o kogoś martwić. Pomimo tego, że zarwałem niejedną noc (nie mylisz się, zarwałem dwie) na wycieczkę do Pagford, to nie żałuję. Dla kogoś, kto nie lubuje się w fantastyce, lecz szuka czegoś życiowego i dobrego po prostu, "Trafny wybór" z pewnością okaże się trafnym wyborem.

Nie jestem fanem pani Rowling, choć serię o Harrym przeczytałem. Ale muszę przyznać, że to dzieło naprawdę się tej kobiecie udało. Z czystym sercem polecam. I pozdrawiam, zwłaszcza najaktywniejszego komentatora Bartłomieja Szymańskiego. 5!
Next PostNowszy post Previous PostStarszy post Strona główna

3 komentarze:

  1. Aaaa, pozdrowienia dla mnie, dzięęęęęki! :D Uśmiałem się czytając to zdanie o zarywaniu dwóch nocy. Ogółem tekst elegancki, chociaż zabrakło mi kilku konkretnych zdań o tym, o czym opowiada książka i kilku zdań o głównych protaginistach i ich problemach, ale ogółem, dwa kciuki w górę, jak pojedziemy teraz na wycieczkę do Warszawy to postaram się poczytać/kupić/ogarnąć. 5!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie chcę zdradzać zbyt wiele, a chyba jeszcze nie umiem zdradzać tylko troszeczkę :) książka jest o problemach mieszkańców Pagford. Mieszkańców, młodych, starszych, starych - wszystkich.

    OdpowiedzUsuń
  3. a mi strasznie nie podpasowała ta książka...

    OdpowiedzUsuń