Byłem w filharmonii i było fajnie

4 comments
Nie piszę z reguły o tym, co robię na co dzień. Jasne, podzieliłem już się nie jedną przeczytaną książką, czy przesłuchaną płytą, a nawet relacjami z wyjazdów, zwłaszcza stąd , jednak nie należę raczej do tych, którzy piszą "hej, dziś wstałem o 7 i poszedłem na zakupy, kupiłem te spodnie w łiserwd". Dziś jednak skrobię o swoim, jakby nie patrzeć, "premierowym" doświadczeniu. Nie wiem, czy to wielki wstyd, że byłem dopiero pierwszy raz w filharmonii. 

Wchodząc nie byłem zaskoczony, wszystko tak, jak w teatrze, panowie sprawdzający bilety i panie odbierające płaszcze, klasyka. Wraz z przekroczeniem progu sali koncertowej zobaczyłem pierwszych muzyków. Smyczki, a jakże. Jak się później okazało, smyczkowych było najwięcej (mam nadzieję, że oczy mnie nie oszukały, a ja Was). Kilka chwil po 18 na sali byli już wszyscy, wszyscy oprócz dwóch panów opisanych w programie koncertu: Lionela Bringuier'a oraz Gautiera Capucon'a. Wierzę, że dobrze odmieniłem nazwiska. Pierwszy z nich to dyrygent, drugi natomiast gra na wiolonczeli. 

Nie miałem określonych oczekiwań, co do koncertu. Nie znam się na muzyce klasycznej, chciałem po prostu, żeby mi się podobało. Biorąc pod uwagę moje indywidualne, ać raczej niezbyt wygórowane oczekiwania, artyści podołali. Występ rozpoczął się od krótkiego utworu. Popis dał pan od wiolonczeli, któremu przygrywała Orkiestra Filharmonii Narodowej. Po wielkich brawach przyszedł czas na kolejną porcję muzyki. Było nieco... dłużej, ale naprawdę rozsądnie czasowo i nudzić się raczej nie dało. Dyrygent to istny wirtuoz, a muzyka musi być jego pasją, chwilami, dyrygując, wykonywał ruchy podobne do tańca w klubie po zażyciu czegoś odurzającego. Wywołało to uśmiech na mojej twarzy, jednak byłem też pełen podziwu dla jego profesjonalizmu i emocji, które wkłada w występ. Po drugim utworze była przerwa. Trwała może kwadrans. Na koniec doświadczyłem, jakby nie patrzeć, najtrudniejszej dla mnie części, bo najdłuższej. Może to zabawne, ale jak na początek, to te dwa pierwsze utwory zupełnie by mi wystarczyły. Cieszę się jednak, że zasmakowałem i tego ostatniego, bo wystąpił w nim Chór Filharmonii Narodowej. Dla mnie i tak najlepiej wypadł wiolonczelista. Na drugim miejscu jest blondyn od walenia talerzami. Ciekawa robota Wam powiem, choć, jak mówi moja dziewczyna, trzeba i tego się nauczyć, a taki pierwszy lepszy ja by tak nie zagrał. Wierzę na słowo.

Podsumowując warto spróbować czegoś nowego, zwłaszcza, że bilety do filharmonii są tańsze, niż się spodziewałem. Coś ok. 30 złotych, a może i mniej, więc raz w życiu można zrezygnować z filmu w 3D i nachosów, żeby posłuchać czegoś, czego się zazwyczaj nie słucha. Wielki szacunek dla tych muzyków, bo naprawdę widać, ile siebie wkładają w każdy koncert; pracują na to latami. Taki, dajmy na to, wiolonczelista, ten Gautier Capucon ma 31 lat, gra od 5. roku życia. Cieszę się, że miałem okazję poobcować z wyższą kulturą. Nie przeżyłem tam takich emocji, jak np. podczas meczu Polska-Grecja, ale z pewnością nie był to czas stracony. Polecam wszystkim, zwłaszcza tym, którzy jeszcze nigdy nie byli. 5!

PS. Jasne, możecie posłuchać tych samych utworów na youtube, ja też słuchałem. Komputer nawet z najlepszymi głośnikami nie oddaje w choćby 20 procentach tego, co słychać w sali koncertowej.
Next PostNowszy post Previous PostStarszy post Strona główna

4 komentarze:

  1. Jeszcze nie spotkałem się z takim opisem koncertu filharmoni narodowej, ale tak tez można. W trakcie czytania nie trudno o wielki uśmiech na twarzy. Serdecznie pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie, to nie wstyd ze byłeś pierwszy raz w filharmonii. Ale miejmy nadzieję, ze jeszcze nie raz tam zagościsz i przed wejściem będziesz wiedział, ze tym razem w orkiestrze smyczkow bedzie tez najwięcej.

    OdpowiedzUsuń
  3. To prawie jak czytanie AMA, udało Ci się uprzedzić wszystkie moje pytania, ale powiedz szczerze, czy po pójściu do filharmonii polubiłeś (bardziej) muzykę klasyczną? Do mnie jakoś dużo bardziej przemawia połączenie skrzypiec i gitary elektrycznej. 5!

    OdpowiedzUsuń
  4. Bartek: Nie zacząłem słuchać muzyki poważnej (poza płytą Pezeta z 2004r.), ale jestem pewien, że chcę jeszcze odwiedzić filharmonię, więc myślę, że można powiedzieć, że polubiłem.
    Anonimowi: Cóż, napisałem jak dziecko, bo w świecie skrzypiec, klarnetów itd. jestem dzieckiem, nie mam o nich pojęcia, a wszystko jest zadzwiające i przed wszystkim nowe. :)

    OdpowiedzUsuń