To ją szanuj

9 comments
Ostatnio, będąc na Placu Jana Pawła II, spotkałem całującą się parę. Ot nic dziwnego, zakochani. Nie wiem, w jakim byli wieku, ale na pewno skończyli szkołę średnią, czyli tak +/- 25. Migdalili się na środku chodnika, ale nie widziałem w tym w sumie niczego nadzwyczajnego. Nie wszyscy okazują sobie w tak bardzo... cielesny sposób uczucia w odosobnieniu. Chwilę trwało całe zajście i pewnie nie miałbym o czym napisać, gdyby na tym się skończyło. Para trzymając się za ręce żegnała się, dali sobie buziaka i, gdy młoda dama się odwróciła, jej partner klepnął ją w tyłek. Przyznam szczerze, byłem zaskoczony zachowaniem obojga, którzy po tym jakże efektownym zakończeniu spotkania w centrum miasta odeszli każde w swoją stronę. Nie wiem, kim jest ta kobieta, ale do feministek chyba nie należy. Ja rozumiem, że się kochają, że dla siebie wszystko zrobią gołąbki gruchające, ale dawać klepać się po tyłku na środku chodnika? Nie rozumiem, co kieruje tą panią. Nie podejrzewam ich o jakiś, nie wiem, sponsoring czy inne kiju miju, więc tym bardziej dziwi mnie takie zachowanie. Może nie burzyłbym się tak bardzo, gdybym po prostu tego nie zobaczył. Różne ludzie mają fetysze i może ktoś tam lubi taką formę... igraszek. Ale kto "igraszkuje" na ulicy?

Źródło: Flickr
Z punktu widzenie mojego, faceta: jak można tak potraktować swoją kobietę? Piszę swoją kobietę, ale chodzi mi o kogoś, kogo się kocha. Kocha , czyli i szanuje, troszczy się, "głaszcze" etc. Co więc łączy tych dwoje?

Z punktu widzenia kobiety, czyli względnie nieznanego mi: jak można dać się tak traktować komuś, kogo się podobno kocha i przez kogo jest się kochanym? Czy to można nazwać miłością? Czy uczucie, jakie łączy tych dwoje to chociaż zakochanie w sobie nawzajem, czy tylko w swoich... tyłkach?

Nie wiem, jak nazwać to, co zobaczyłem, bo choć mogłem użyć słowa "zakochani" w pierwszych wersach, to po nakreśleniu całej sytuacji nie wypada już użyć tego sformułowania. Dla mnie takie zachowanie obojga to świadome poniżenie i dobrowolne poddanie się poniżeniu, brak szacunku, i do siebie, i do partnerki. Nie znam się na psychice kobiet, ale o mężczyznach cośkolwiek wiem. Jak kobietę kochasz (kochasz, nie masz!), to ją szanuj.
Next PostNowszy post Previous PostStarszy post Strona główna

9 komentarzy:

  1. Bardzo dobre spostrzeżenie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tornado w szklance. Chłopak klepnął swoją dziewczynę w pupę dla żartu, oboje się do siebie uśmiechnęli i rozeszli. Ot, wielki skandal moralny. Autorze, znajdź inne, ciekawsze tematy. Pozdrawiam, Wojtek.

    OdpowiedzUsuń
  3. http://www.youtube.com/watch?v=EpVXKDKSdMY

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawe spostrzeżenie :) Jestem tego samego zdania co Ty, kobietę trzeba szanować. Ale też jest kwestia jak ta pani podchodzi sama do siebie :/

    OdpowiedzUsuń
  5. Moim zdaniem nie powinno się do tego tak krytycznie podchodzić. Oczywiście, takie zachowanie w miejscu publicznym nie jest stosowne, jednakże robienie z tego wielkiej nieprzyzwoitości przeradza się w skrajność. Nie zapominajmy, że z perspektywy osoby 3. sytuacja może wyglądać zupełnie inaczej.
    Fajnie, że codzienność daje Ci inspiracje do wpisów na bloga, jednakże radzę więcej dystansu do otaczającej nas rzeczywistości.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Niezły tekst, chyba najlepszy na Twoim blogu, oby więcej takich. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Chyba jako kobieta mam do tego trochę inne podejście. Zależy, czy partner tej dziewczyny ją klepnął, czy walnął. Serio, jest różnica. Jak "rzucić kamieniem", a "ukamienować". W klepnięciu nie widzę nic złego. Bardziej gorszące są dla mnie namiętne pocałunki na ulicy, niż klepnięcie w tyłek z podtekstem.

    OdpowiedzUsuń
  8. To ja się wypowiem, jako kobieta, feministka, narzeczona i do tego grupa wiekowa 25 :) Największa niestosowność całej tej sytuacji polega na midgaleniu się na środku ulicy. Tego nie rozumiem i nie zrozumiem - to, że reakcje chemiczne w waszych ciałach sprawiają, że potrzebujecie ciągłego dotyku i wymiany płynów ustrojowych (czyt.: śliny), nie oznacza, że miejsce publiczne jest odpowiednią przestrzenią do okazywania sobie takich potrzeb. Granica wcale nie jest taka płynna i doskonale widać, kiedy ludzie okazują sobie uczucie a kiedy uprawiają seks w ubraniu.
    Klepnięcie w tyłek na ulicy - podobnie jak całowanie w przestrzeni publicznej niestosowne, natomiast w relacji damsko-męskiej....Tomku, trudno mi wypowiadać się za wszystkie kobiety, ale zdarza mi się "dostać w tyłek" od mojego narzeczonego. Co więcej, zdarza się, że i moja ręka powędruje trochę niżej i klepnę go w pośladek lub złapię mocniej. Zawsze takie zachowania generują w naszej dwójce trochę żartobliwy nastrój a jednocześnie są podkreśleniem atrakcyjności fizycznej partnera. Różnica jest taka, że nikt nikogo nie poklepuje niczym krowę na łące :) Jako feministka nie widzę niczego zdrożnego w takim zachowaniu - odpowiada to zarówno mnie, jak i narzeczonemu i nie łączy się z zachowaniami pt. "Przynieś mi piwo kobieto! (chlast w tyłek) Tylko zimne ma być!" To, czy ktoś ciebie traktuje przedmiotowo, bez szacunku czy szanuje a jednocześnie ma ochotę na trochę pikantniejsze zagrywki w związku jest doskonale wyczuwalne. :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem i [być może wbrew pozorom] zupełnie się zgadzam. Naprawdę, w zasadzie w stu procentach. Tylko moim zdaniem [zapewne Twoim też, tylko nie napisałaś wprost] miejsce na "pikantniejsze zagrywki" jest zdecydowanie gdzieś indziej, a nie na ulicy. Również pozdrawiam! 5!

      Usuń