Szczęśliwy podkoszulek

1 comment
Nie wierzę w szczęśliwe podkoszulki, ale zainspirowany różnymi kreacjami filmowymi postanowiłem użyć tego rekwizytu, jako metafory do właściwej treści postu.

Droga długa, trudna, przeciwności pełna. Czasem zdarzają się sceny jak z filmów, tylko że my sami jesteśmy ich bohaterami. Są na naszej drodze sytuacje beznadziejne. Żadne z okoliczności nie wskazują na to, byśmy mogli sobie z całą sytuacją poradzić. Warto wtedy mieć ze sobą (na sobie) coś, co nas ochroni od zguby. W sumie nie tyle ochroni, co dam nam wiarę, że nic złego nie może się stać. Warto mieć na sobie lub chociaż w plecaku magiczny podkoszulek, aby w chwilach grozy (jakkolwiek śmiesznie to nie brzmi) pomógł nam nie stracić nadziei.

A co, tak naprawdę, jest naszym szczęśliwym podkoszulkiem? Wiara. Możesz wierzyć, że w jakiejś koszulce wygrasz każdy mecz. Możesz wierzyć, że modlitwa pomoże Ci i wygrasz. Ja wierzę, że wszystko jest po coś. Że wszystko, co napotykam na drodze ma mnie czegoś nauczyć, coś mi pokazać, abym dalej szedł mądrzejszy. Czasem dostajesz po tyłku przez brak latarki po to, żebyś przed kolejnym laniem zdążył ją znaleźć. Wiara jest bardzo ważna, pozwala stawić czoła okolicznościom, przezwyciężyć realizm, a czasem samego siebie. Pozwala iść do celu, gdy wydaje się on nieosiągalny (jak Liga Mistrzów w Polsce).

Musimy jednak uważać, by nasz szczęśliwy podkoszulek nie zamienił się w szczęśliwe, nigdy niezmieniane, majtki, a nasza wiara nie przerodziła się w naiwność.


Next PostNowszy post Previous PostStarszy post Strona główna

1 komentarz: