Droga długa i daleka. Pogoda różna, można powiedzieć każda. Czasem nie będziesz miał sił, aby szukać dachu nad głową, jednak chłód nie pozwoli Ci wyspać się na tyle, byś następnego dnia mógł kontynuować wędrówkę. Nie chcesz jednak tracić czasu. Musisz się ogrzać. Ogień daje ciepło, a skąd wziąć ogień? Oczywiście pomocą służą zapałki.

Czasem jest Ci zimno, źle się czujesz i chciałbyś po prostu wypocząć, jednak brakuje Ci komfortu temperatury. I wtedy wyjmujesz ją, pocierasz i... jest. Ciepło. Ogień. Światło. Gdy idziesz po ciemku, a zawiodła Cię latarka, pokaże Ci, choć skrawek, dalszej drogi. Zapałka.

Co może być tą zapałką? Pasja. Hobby. Miłość. Jakkolwiek to nazwiesz, chodzi o rzecz, która daje Ci motywację do dalszej drogi i trzyma przy "szlaku". To coś, co ogrzeje Cię, da niezbędną radość, uśmiech, satysfakcję, gdy wszystko inne wyda się zimne, bezwartościowe. 

Zapałki to połowa sukcesu, bo same z siebie ognia nie dadzą. Potrzebna jest jeszcze siarka. Cóż to ta siarka? Siarka to Twój zapał, Twoja wiara w to, co robisz. Być może masz tylko zapałki, być może masz tylko pudełeczko z siarką. Są to jednak przedmioty, które możesz znaleźć niemal w każdym momencie Twojej drogi, jednak musisz dobrze poszukać, gdyż są to rekwizyty małych rozmiarów. Przyjrzyj się dobrze, a ujrzysz je. Potem już tylko podnieść trzeba. I... iść dalej!


Temat kiboli nie przestaje być aktualny, a choć nie jestem zbyt częstym gościem na meczach, to z tymże środowiskiem się w jakimś stopniu utożsamiam, więc piszę. Po raz kolejny dowiaduję się o ataku na polskość. Tym razem znajomością historii "wykazali się" hiszpańscy kibice Sevilli, która rywalizuje ze Śląskiem Wrocław o fazę grupową Ligi Europejskiej. Na swojej stronie internetowej relację z pierwszego meczu nazwali "Welcome to Katyń".
Napis na stronie http://gate22sfcfans.blogspot.co.uk/ został już zmieniony.
Co na to MSZ? Jak do tej pory nic. Nie czuję się gorszy od żadnego Hiszpana, a na pewno nie z powodu, że kilka czy tam kilkanaście milionów starszych ode mnie Polaków wybrało na stanowiska rządzących ludzi, którym nie zależy na własnym państwie, honorze, jego historii czy obywatelach.

Podczas niedawno zakończonego meczu Legii ze Steauą Trybuna Północna tzw. "Żyleta" była zamknięta z powodu rzekomo rasistowskich flag podczas wyjazdowego meczu z FC New Saints. Popatrzmy, co reprezentują fanatycy Sevilli:
Czerwone komunistyczne gwiazdy i Che Guevarra. Rasizm zakazany, a komunizm? Gorąco czekam na decyzję UEFA w tej kwestii. Decyzję, a może podjęcie jakichkolwiek działań. Nie jesteśmy traktowani równo i prawdopodobnie długo jeszcze nie będziemy, jeśli nadal będziemy występować w roli chłopców do bicia. Nie nawołuję do nienawiści, ale pokażmy, że Polska, to coś więcej, niż tchórze u władzy.

Rewanżowy mecz w czwartek. My też znamy historię. Hiszpanie, welcome to Samosierra!


Obejrzałem właśnie odcinek "Tomasza Lisa na żywo" z udziałem Janusza Korwina-Mikke. Zanim przejdę do dzisiejszego, raczej krótkiego postu, polecam obejrzeć, aby móc się ustosunkować.


Nie będę się odnosił się do poglądów Korwina-Mikke, ani Tomasza Lisa. Nie będę komentował, choć mam niemałą ochotę. Chcę zwrócić uwagę tylko na jeden szczegół.
Gdy wypowiedź Korwina-Mikke zagłuszają 3 osoby, w tym, z całym szacunkiem, Krzysztof Cegielski, to Lis siedzi cicho. W sumie to nie siedzi cicho, bo sam zagłusza. Jednak gdy wypowiada się Cegielski, a wtrącić się chce Mikke, to Lis go ucisza. Lis, który mówi, że niepełnosprawni nie są gorsi itd., a jednak gdy niepełnosprawny przerywa pełnosprawnemu, to nic, ale gdy to działa w drugą stronę, to ucisza. Coś jest chyba nie tak? Skoro są równi, to dlaczego pomagać jednemu? Jestem daleki od stwierdzenia "niepełnosprawni mają lepiej", ale dlaczego mają być uprzywilejowani (chodzi mi wyłącznie o dyskusję)? Kurczę, przecież ten Cegielski to też jest facet, tak samo jak Korwin-Mikke. Dlaczego ma być traktowany inaczej? Z litości? Z czyjej litości? Kogoś, kto rzekomo uważa go za równego sobie? Nie podoba mi się to, że Lis stwarza pozory równości, a traktuje niepełnosprawnego jak gorszego, takiego, który sobie nie radzi w dyskusji (gdzie nóg raczej się nie używa), jak kogoś, komu trzeba pomóc. Niby równy, a jednak "bidulek". To jest równość? Czy coś, co ma wyglądać na równość? Chytry Lis...


Droga jest bardzo długa. Czasem leje jak z cebra, czasem wieje, a czasem słońce daje nam się we znaki. W zależności od tego, w jakim kierunku podążamy, światło słoneczne może nam wskazywać drogę, bądź też oślepić nas. Aby nie dać się oślepić promieniom najbliższej Ziemi gwiazdy warto mieć ze sobą okulary przeciwsłoneczne.

W trakcie naszej drogi nie raz zobaczymy słońce. Poczujemy, a raczej zobaczymy, że możemy więcej. Pokażą nam to nasze sukcesy, osiągnięcia. Promienie zwycięstw i powodzeń pokażą nam drogę w dobrym kierunku. Niestety czasem te same promienie zaświecą nam prosto w oczy. Jesteśmy różni i nasze drogi też. Niekiedy sukces jest motywacją do dalszego działania, do dalszej wędrówki, ale czasem to samo "światło" przeradza się w coś, co nas oślepia i utwierdza nas w przekonaniu, że kres naszej wędrówki jest właśnie w punkcie, w którym stoimy. 

Co jest naszymi okularami przeciwsłonecznymi? Umiar, spokój, rozum i chłodna głowa. Często gdy coś nam wychodzi, to myślimy "mogę wszystko" i idziemy "pod słońce", nie widzimy, co mamy przed sobą, trafiamy na mały kamyczek i bach! Leżymy. Warto więc nie szaleć, tylko do wszystkiego podchodzić z dystansem, brać na zimno. Cieszyć się, ale nie wbrew rozumowi, bo choć to serce napędza nas do życia, to brak rozumu może zniweczyć jego ciężką pracę.

Okulary przeciwsłoneczne trzeba zdobyć samemu, albo to, co już się ma, uczynić okularami. Nikt z tym się nie rodzi, nikt z tym nie wyrusza w drogę. Niektórzy mają już gotowe oprawki, niektórzy mają już szkła, ale całych okularów na początku drogi nie ma nikt. To droga daje nam to, czego potrzebujemy do zrobienia dobrych gogli (o ile oczywiście jesteśmy w stanie to przyjąć).

A Ty ile elementów już masz? Sprawdź i idź dalej.


Czasem w życiu wpadamy w pułapki, wchodzimy w coś, co uniemożliwia nam dalsze podążanie do celu. Żadna wędrówka nie jest pozbawiona pułapek i potencjalnych przeszkód. Często, aby je pokonać, potrzebujemy czegoś więcej, niż własne siły. Czegoś bardziej... radykalnego. Co to może być?

Idziesz przez las, zaczepiasz się o liany, gałęzie lub coś podobnego, szarpiesz się, aż uświadamiasz sobie, że się zaplątałeś. Co możesz zrobić? Odciąć się. Czym? Oczywiście nożem. Podobnie z innymi sytuacjami, nieco różniącymi się od tej. Dochodzisz do ślepego zaułka, który ze wszystkich stron, oprócz z tej, z której przyszedłeś, otoczony jest zaroślami. Nie wiesz jaki kierunek jest dobry. Jak sobie z tym poradzić? Wyciąć to, co zasłania Ci cel i iść dalej.

W życiu też czasem dochodzisz do miejsca, z którego nie widzisz drogi innej, niż powrotna. Są też sytuacje, gdy wplątałeś się w coś, co Cię ogranicza, nie pozwala iść dalej, a przynajmniej nie we właściwym kierunku. Co może być Twoim nożem? Znów nie ma jednej odpowiedzi.

Różne są noże, bo różne są przeszkody. Na niektóre z nich wystarczy silna wola i ogromne zaparcie się w sobie. Innym razem zarośla tak szczelnie zasłaniają dalszą drogę, że trzeba podjąć ryzyko, aby w ogóle ruszyć z miejsca. Są też więzi, które z czasem rosną i umacniają się. Wtedy potrzebna jest zdolność szybkiego podejmowania decyzji, odpowiedzialnych decyzji, aby więzy nie urosły do rozmiarów, z którymi trudniej byłoby się mierzyć.

Wiadomo, że im więcej rodzajów noży się posiada, tym większy zakres przeszkód można pokonać.

I znów okazuje się, że nie każdy ma jakikolwiek nóż. Niektórzy dostali coś, co można zaostrzyć i używać jako noża. Inni nie mają nic, ale mogą znaleźć, czy to gotowy nóż, czy też coś, co na nóż przerobią. Nikt nie jest w tej sprawie skreślony. Pamiętajmy, że w życiu nie tylko nóż służy do cięcia, czasem wystarczy linijka.

Spójrz do plecaka. Być może jeszcze nie napotkałeś przeszkód, które wymagałyby użycia noża, a być może już z niego korzystałeś lub odczułeś jego brak. Prędzej czy później dowiesz się o jego przydatności. Postaraj się o swój nóż. Idź dalej.


Ostatnio w mediach znów głośno o polskich pseudokibicach. Minister Bartłomiej Sienkiewicz wstydził się za polskich kibiców, którzy na plaży w Gdyni bili Meksykanów. Z relacji świadków (nie tvnowskich) wynika, że marynarze z Meksyku zaczepiali polskie kobiety. Cóż więc dziwnego, że, mówiąc kolokwialnie, dostali po ryju? Jeden z kibiców Ruchu Chorzów znalazł się w szpitalu z raną kutą nożem, a wielu źródłach czytamy/słyszymy, że Meksykanie do walki używali butelek z obtłuczonymi denkami. Prezydent Gdyni Wojciech Szczurek przepraszał i wstydził się za kiboli Ruchu Chorzów. Minister MSW powiedział: Pseudokibice to zdziczała część społeczeństwa.

Cała awantura na plaży w Gdyni nie była jednak, ani pierwszym, ani ostatnim wydarzeniem dotyczącym polskich kiboli w ciągu ostatnich tygodni. Już przed IV rundą eliminacji Ligi Mistrzów wiedzieliśmy, że UEFA ukarała Legię Warszawę zamknięciem Trybuny Północnej, czyli "Żylety" na mecz rewanżowy ze Steauą Bukareszt, który odbędzie się 27 sierpnia w Warszawie. Powodem kary miały być materiały pirotechniczne oraz rasistowskie flagi, które pojawiały się na trybunach zajmowanych przez kibiców Legii. Prezes Legii Bogusław Leśnodorski powiedział: Próba zaszufladkowania tego klubu i kibiców w ramach rasistowsko-nazistowskich jest dla mnie nieporozumieniem. Przepis, na który się powołano, mówi o postawach rasistowskich i nazistowskich. Jestem o tyle zdziwiony, że nie spotkałem się nawet z pojedynczymi wypadkami tego typu zachowań. Flagi, które wisiały na meczu z New Saints FC, były pokazane delegatowi UEFA przed pierwszym gwizdkiem sędziego, który powiedział, że są OK. Poza tym one wiszą na Legii od kilkunastu lat. Nie pojawiło się nic, co nie miałoby miejsca w niedalekiej przeszłości. To budzi nasze tym większe zdziwienie. Wszystkie flagi, o których tam się mówi, były wywieszane w zeszłym roku i nigdy nie były tematem kontrowersji. One wisiały również teraz, na meczu z Molde, i delegat UEFA ocenił je oraz to, co działo się na stadionie, najwyżej, jak to jest możliwe. 
Mecz w Bukareszcie miał miejsce w ubiegłą środę 21 sierpnia. Na stadionie w Rumunii pojawili się fanatycy Legii. Prowadzili wspaniały doping, wywiesili również ciekawy transparent o treści "Dziękujemy za przyjęcie polskiego rządu w 1939 roku. Prosimy pilnie o powtórkę!".
Jeśli ktoś nie wie, chodzi o to, że w 1939r. podczas kampanii wrześniowej Rumunii przyjęli polski rząd, który uciekał z Polski. Drugiej części zdania i jej umotywowania tłumaczyć chyba nie trzeba.
Mecz zakończył się wynikiem 1-1, lecz nie obyło się bez incydentów. Niemal przez całe spotkanie można było obserwować, jak w piłkarzy Mistrza Polski kibice gospodarzy rzucają zapalniczkami i butelkami. 

Sędzia jednak nie zdecydował się na przerwanie spotkania. Co więcej, UEFA ma się przyjrzeć zachowaniu kibiców Steauy w meczach w poprzedniej rundzie, kiedy to Mistrz Rumunii mierzył się z Dinamem Tibilisi, Rumunii odpalili wtedy race świetlne. Ciekawe jaką karę za takie zachowanie dostanie zespół z Bukaresztu, przypomnijmy Legia musi zapłacić 30tys. euro grzywny, a "Żyleta" pozostanie pusta na mecz ze Steauą. W sprawie Legii do UEFA'y zwracał się prezes PZPN Zbigniew Boniek, zarząd Ekstraklasy oraz zarząd klubu wojskowych. Niestety UEFA podtrzymała swoją decyzję o niewpuszczeniu kibiców na Trybunę Północną. 

Oczywiście to nie koniec ekscesów w ciągu ostatnich tygodni. Przeglądając różne strony internetowe natrafiłem kilka tygodni temu na komentarz pewnego Polaka mieszkającego w Belgii, który był na meczu wyjazdowym Śląska Wrocław z Club Brugge. Internauta pisał, że zakupił bilety na sektor gospodarzy, ponieważ przy zakupie internetowym nie było możliwości kupić biletu na sektor gości. Poszedł więc z rodziną (nie pamiętam, czy był to syn, czy żona) na mecz, usiadł na miejscu, na jakie miał bilet. Było to miejsce pośród kibiców gospodarzy. W przerwie spotkania podszedł do niego ktoś z obsługi. Polak pomyślał, że będzie mógł przesiąść się na sektor gości do Polaków. Niestety okazało się, że z niewyjaśnionych przyczyn ma opuścić stadion, co też uczynił, aby uniknąć starcia ze służbami porządkowymi. Śląsk zremisował 3-3 i przeszedł do ostatniej rundy eliminacji Ligi Europejskiej. Losowanie złączyło klub z południa Polski z hiszpańską Sevillą. Pierwszy mecz zmagań tych zespołów miał miejsce wczoraj. Tutaj również doszło do incydentów. Jeszcze przed rozpoczęciem spotkania na bus kibiców Śląska napadli chuligani Sevilli uzbrojeni w maczety i noże. Odebrali Polakom flagi oraz szaliki, niestety na tym się nie skończyło. Wielu kibiców nie dotarło na mecz, a kilku fanatyków WKSu trafiło do szpitala z powodu ran ciętych. I tutaj, żeby sprawiedliwości stało się zadość, powinniśmy doczekać się przeprosin ze strony hiszpańskich władz lub chociaż starania się o takowe ze strony polskiego MSZ. Ale żyjemy przecież w Polsce. O tym ambasada nie wiedziała, wiedziała za to, że do rozruchów doszło już bezpośrednio w trakcie meczu, wiedziała o tym, że Polacy bili się z policją (wg. wiadomości internetowych powodem było oblanie jednego z policjantów wodą). O tym, że osoby, które napadły na bus Śląska to fanatycy Sevilli powiedzieli...oni sami.Tym zdjęciem:
Gdy wymierzamy sprawiedliwość sami, nazywają nas "zdziczała część społeczeństwa", lecz na kogo w tym kraju możemy liczyć, jeśli nie na siebie?
Polak, zwykły Polak, który martwi się o siebie i walczy o swoje, to dla mnie facet. A "facet" to ktoś, kto opiekuje się swoją rodziną, kto nie jest chłopcem do bicia, kto przede wszystkim szuka prawdy; ktoś, kto nie przeprasza, gdy nie jest winny i nie li... nie podlizuje się. Ale jacy są "Polacy", którzy rządzą? Spójrz na tytuł...

Cóż, to tylko obserwacje, wnioski zostawiam Tobie, ale polecam jeszcze posłuchać Ciech, Pjus, Kamel - Leming.

"Polska prosi i Polska przeprasza,
Ale wszystko okej, bo w garnku jest pasza, nie?"

PS. I żebyś nie wziął mnie za kogoś zbyt subiektywnego, wiedz, że to, co działo się w Łomiankach uważam za głupotę, pomimo, że jest kibicem Legii. A Ty co myślisz?
Droga jest długa, będziesz w wielu różnych miejscach, środowiskach, klimatach. Czasem siedzimy gdzieś lub idziemy i nie możemy opędzić się od komarów. W zasadzie jest wiele lokalizacji, gdzie możemy je spotkać. Kąsają nas, a potem miejsca ukąszone swędzą. Dokuczają.

W życiu też jest pełno "dużych komarów", które starają nam się dokuczyć słowem i zachowaniem. Czasem nawet "latają" za nami, żeby tylko się zbliżyć i "ukąsić". Sprawiają nam świadomie i z premedytacją przykrość, czasem ich słowa drażnią nawet po czasie tak, jak ukąszenia komarów.

Cóż może zaradzić problemowi? Środek na komary. A co może być środkiem na te "duże"? Co może nas uchronić przed ukąszeniem ze strony drugiej osoby? Nie ma jednego środka na komary i nie ma też jednego środka przeciw dokuczaniu. Jakie więc są?

Dobry humor. Czasem jakieś uciążliwe zaczepki można uciąć obracając je w żart. "Komar" zniechęca się do "kąsania" nas, gdy widzi, że nie sprawia bólu. Nasza przykrość jest dla niego jak krew dla owada - na to poluje.

Inny sposób to inteligencja. Zamiast słuchać o sobie złośliwych komentarzy lub kawałów, można szybko zripostować przeciwnika. Inteligencja jest jak chlapaczka. Łatwy sposób na pozbycie się "komara".

Co jeszcze może zwalczyć natrętnych jegomościów? Pewność siebie. Zwykły komar, zwykły rówieśnik, czy też zróżnicowany wiekowo znajomy, nie odważy się "atakować", gdy widzi, że wcale się tego nie obawiamy. Oczywiście zdarzają się "komary", które nie boją się, ale nie ma recepty na wszystko.

Kto najlepiej poradzi sobie na swej drodze z "komarami"? Zapewne ten, kto ma wszystkie trzy środki. Jedni mają tylko jeden z nich, inni dwa, jeszcze inni wszystkie, ale są również tacy, którzy nie mają żadnego. Na szczęście do wszystkiego można dojść. Może Twój spray z napisem "inteligencja" będzie miał mniejszą siłę rażenia, niż spray kogoś innego, jednak z pewnością okaże się przydatny.

Wiesz już, co pomoże Ci walczyć z insektami. Idź dalej.


Wiesz już, że w swoim plecaku masz kompas, albo go nie masz. Co jeszcze możesz tam znaleźć? Twoja droga to życie, więc trwa dzień i noc. Gdy jest jasno i gdy ciemno. A gdy ciemno, przyda się latarka.

Co jest Twoją latarką? Przyjaciel. Prawdziwy przyjaciel, który pokaże Ci drogę, gdy nie będziesz wiedział dokąd iść. Przyjaciel, który jak latarka pokaże Ci, co jest czym, nie sugerując, co masz wybrać. Latarka, która jest przy Tobie zawsze, choć nie zawsze jej potrzebujesz. Możesz ją wyjąć, kiedy tylko zapragniesz. Czasem może nie będziesz chciał jej używać, nie będziesz chciał niczego oświetlać, po prostu weźmiesz ją do ręki, żeby nie zapomnieć, jak leży w dłoni i przypomnieć sobie chwile, gdy pokazała Ci, co kryje się pod osłoną mroku.

Latarka niestety też może być zepsuta. Może też nie mieć baterii. Musisz znaleźć baterie, "nauczyć świecić" Twoją latarkę. Możliwe też, że napotkasz na swojej drodze miejsce, gdzie będzie można dostać latarkę, a raczej wybrać. Wybrać spośród wielu, działających i niedziałających latarek. Będziesz musiał wybrać. Może jedną, może więcej. Ale nie dowiesz się od razu, które z nich działają, a im więcej razy trafisz na złą, tym bardziej możliwe, że pomyślisz, że dobre nie istnieją. Istnieją. Odnajdź swoją dobrą latarkę i używaj jej. Szanuj, nie pozwól, żeby Ci upadła, bo może przestać świecić; dbaj o baterie, aby nie zabrakło jej, gdy cień będzie chciał zmylić Twoją trasę.

Powyższy akapit, to metafory. Odczytaj je i idź dalej.



Zanim na dobre się rozpędzisz, zajrzyj, co masz w plecaku. Może jest tam kompas?

Do czego kompas służy? Wskazuje drogę. Jest bardzo przydatny zarówno na początku drogi, jak i na całym dystansie. Gdy zbaczasz z właściwego kierunku, wyjmujesz kompas i sprawdzasz, dokąd iść.

A co jest Twoim kompasem? Twój kompas, to dobra rodzina, która od początku do końca pokazuje Ci, w którą iść stronę. Pokazuje, co jest dobre, a co złe; jaki kierunek jest dobry, a jaki zły. Dobry kompas jest wyposażony w oznaczenia kierunków, jest wyraźnie napisane, gdzie jest Wschód, a gdzie Zachód; co jest białe, a co czarne; co dobre, a co złe. Igła pokazuje, dokąd iść, co wybrać, a gdy schodzisz z właściwego kursu, ona przesuwa się razem z Tobą i pokazuje, gdzie jest prawdziwy cel Twojej wędrówki.

Być może masz kompas, który jest zepsuty. Brakuje w nim oznaczeń kierunków, igła czasem wariuje; może Twoja rodzina chce dobrze, ale nie zawsze potrafi Ci dobrze wskazać, może są chwile, gdy mówią, że cel jest inny, niż myślisz. A co Ty masz z tym zrobić? Napraw to, co zepsute. Napraw kompas, aby móc się nim bezpiecznie posługiwać, a jeśli naprawa jest niemożliwa, to naucz się nim posługiwać tak, abyś nie zboczył z właściwego kierunku, nawet, gdy kompas to zasugeruje. 

Możliwe jest też, że nie masz kompasu wcale, jesteś skazany na siebie. Możesz znaleźć coś, z czego da się stworzyć kompas, lub chociaż jego namiastkę. Może uda się zrobić chociaż coś, co pokaże kierunki - wartości, albo zawsze wskaże cel wędrówki, mimo, że nie określi, jaki dokładnie jest? Może będziesz wiedział, w którą stronę iść, ale nie będziesz wiedział, do czego idziesz, czy jest to Wschód czy Zachód?

A dlaczego masz zepsuty kompas? Dlaczego nie masz go wcale? Wszystko jest po coś. Przekonaj się sam.


Tym postem chcę rozpocząć serię kilku związanych ze sobą wpisów. Nie wiem, jakiej będą długości. Moje przemyślenia ocenisz sam.

Życie jest drogą. Każdy z nas dokądś idzie, każdy ma cel w życiu, a jeśli nie ma, to powinien go znaleźć.

Dla jednego celem będzie zbawienie i życie wieczne, dla drugiego osiągnięcie sukcesu, założenie szczęśliwej rodziny i zapewnienie jej wszystkiego, co potrzebne. Oczywiście oba te cele się nie wykluczają. Moim celem jest życie wieczne, choć mam wiele innych - mniejszych. Moim celem jest przejście drogi, przejście jej do końca i bez oszukiwania.

Ja mam swoją drogę i Ty masz swoją. Każda droga jest inna. Dlaczego? Niektórzy zaczynają bliżej mety, niektórzy mają z wielu przyczyn łatwiej. Nie jest sprawiedliwie, ale jest jeden cel, do którego podążamy wszyscy. Bóg "zrzuca nas" w różne miejsca drogi, więc nasze drogi nie są równej długości. Jedne trasy są bardziej wymagające, inne mniej.

Wyruszasz w drogę, więc dostajesz plecak. Każdy dostaje taki sam plecak, czasem pusty, czasem pełny, ale sam plecak jest zawsze taki sam. Wiele dróg, jeden cel. Ruszaj!


Do tej pory nie pisałem tutaj o takich rzeczach, jednak moje usposobienie nie pozwala mi się nie podzielić z Tobą pewnym spostrzeżeniem. Jest sobota, przeglądam różne strony internetowe i trafiam na tę wiadomość. Czytam i myślę sobie: Dokąd zmierzasz świecie? Quo vadis Polsko?

Policjanci nie przyjęli łapówki i dostali za to nagrody. Jak bardzo musi być powszechne przyjmowanie łapówek, skoro za nieprzyjmowanie są już nagrody? Przecież wlepianie mandatów, a przede wszystkim nieprzyjmowanie łapówek, to ich podstawowy obowiązek. Co nadzwyczajnego jest w nieprzyjmowaniu przez policjantów łapówek?



Nie jestem specem od kadr. Za dobre wypełnianie swoich zadań, za rzetelną pracę należy się nagroda, warto nagradzać, żeby pokazać pozostałym lub samym nagradzanym, że dobra praca popłaca. Premie roczne itp. są jak najbardziej dobrym rozwiązaniem. No ale za nieprzyjętą łapówkę dawać nagrodę? Jeśli od każdej nieprzyjętej łapówki policjanci będą dostawać premie, to choćby fotoradarów było więcej od samochodów, to i tak budżet będzie świecił pustkami. Bo dlaczego oni dostali, a ja nie przyjąłem łapówki i mam nie dostać?

Powiem szczerze, że dla mnie taka sytuacja jest dziwna. Oczywiście zachowanie obu policjantów jest godne pochwały, ale jest ono NORMALNE. Nie rozbili we dwójkę gangu, nie złapali poza służbą groźnego mordercy, a jedynie nie przyjęli łapówki i już zostali nagrodzeni.

Moim zdaniem, gdy ktoś proponuje łapówkę, to są dwie opcje.
1. wziąć
2. nie wziąć.
Skoro jedna jest nagradzana, to co z drugą? Ma być karana? Bo jeśli tak, to każdy wybierze odmówienie łapówki 100zł, żeby dostać 7 razy tyle nagrody plus pochwałę. A jeśli nie, to zastanówmy się w jakim kraju żyjemy, jeśli wzięcie łapówki jest normalne, a nieprzyjęcie jej nadzwyczajne i nagradzane.

Prawdopodobnie pisałem nieskładnie, ale jak najbardziej to, co myślałem. A Ty co o tym myślisz?
"Sensem życia jest życie innych" - brzmi dziwnie? Dla mnie brzmi.

Jak to? Urodziłem się, pracuję ciężko na swój wolny czas. Moje życie, mój czas, moje hobby. I mam to poświęcać komuś innemu? Chcę korzystać, chcę się bawić, chcę czuć się dobrze, chcę być wypoczęty, chcę być szczęśliwy, wesoły, nie chcę się niczym przejmować, nie chcę problemów. No właśnie, "chcę", ja chcę. JA. Wszystko ja. Czysty egoizm. Ale co w tym złego, że chcę brać od życia garściami?

Nic. Ale czy to sprawi, że będę szczęśliwy? Czy jeśli będę się bawił i czuł się dobrze, to patrząc wieczorem w lustro, będę mógł powiedzieć "żyję dobrze"? Czy będę szczęśliwy ze swojego życia? Czy to jest to?

"Pełnią szczęścia nie jest branie, ale dawanie."  Słyszałeś już? Pewnie słyszałeś. I co Ty o tym myślisz?

Bardzo lubię prezenty, zwłaszcza takie, które otwierają nowe możliwości. O tak, takie są moimi ulubionymi, wtedy czuję "mogłem dużo, a mogę jeszcze więcej". Ale wiesz co? Lepiej się czuję, gdy daję komuś taki prezent. Gdy otwieram komuś nowe możliwości. Jeden uśmiech kogoś, kto dostał coś ode mnie, daje więcej radości, niż dziesięć moich własnych.



Dlaczego o tym piszę? Kiedyś myślałem "Dlaczego mam się poświęcać dla innych? Co to ja jestem? Inni się tak dla mnie poświęcają? Raczej nie." I uświadomiłem sobie, że moje życie nie jest nic warte, jeśli nie będę robił czegoś dla innych. Ile mogę się bawić? Ile mogę brać? I najważniejsze: po co?

Możesz się bawić, szaleć, brać, doświadczać silnych bodźców, ale prędzej czy później i tak pomyślisz "Po co to wszystko?". Świadomość własnej misji, służby pozwala nie utracić sensu, nawet gdy wszystko się posypie. Bo będziesz miał w głowie "Nie przynosi mi to już radości, ale pomagam komuś innemu, robię coś, już nie dla siebie, już tylko dla innych.". Nadal będziesz miał cel, sens. Drugi człowiek jest sensem życia. Twojego i mojego życia.


Bo gdy nie muszę już robić tego dla siebie,
To obiecaj mi, że robię to dla Ciebie.

Może nie wielu, ale na pewno część z nas nie lubi towarzystwa, nie lubi poznawać ludzi, nie lubi przebywać z nieznajomymi. Czujemy się niepewnie, nieswojo, obserwowani, podejrzewani o niestworzone rzeczy, ale czy tak w istocie jest?

Oceniamy, jak to ludzie, po wyglądzie. "O! Ciągle coś gada i się śmieje, na pewno ma się za lepszego. A w sumie to może jest lepszy. E, idę stąd, nie chce mi się na niego patrzeć..." I, jak to ludzie, często mylimy się w naszych osądach. Drugi człowiek, choć nie wygląda, to jest bardzo do nas podobny. On też ma swoje troski, jakieś słabości, problemy. Najlepsze, że też nas pewnie ocenia, oczywiście też po wyglądzie. I również może się mylić. Więc zastanówmy się, jak my traktujemy nowo poznanych ludzi? Czy z góry? Bo jeśli nie, to dlaczego myślimy, że ktoś nas tak traktuje? Czego się obawiamy?

Boimy się. Usłyszałem kiedyś od mądrych ludzi, że lęk jest przeciwieństwem miłości. Myślę, że warto by się nad tym zastanowić. To, że zamykamy się na innych z powodu lęku, miłością do siebie samego, ani tym bardziej bliźnich, z pewnością nie jest. Dlaczego? Drugi człowiek potrafi wiele dać i wiele wziąć. A my możemy wiele dać i wiele wziąć. Taka "wymiana" to w moich oczach miłość. To po prostu dialog, który jeżeli nie daje czegoś (wsparcia, przyjemności czy nie wiem czego) nam od razu, to z pewnością nauczy nas czegoś, co może zaprocentować w przyszłości. Przechodząc do sedna, chcę po prostu powiedzieć, że zamykając się na drugiego człowieka, odbieramy sobie możliwość czerpania od niego, a jemu czerpania od nas. 

Nie zamykaj się, pozwól czerpać od siebie i daj sobie szansę wzięcia czegoś od innych. Pokochaj siebie i tego drugiego człowieka też. 

Nie mam żadnego pasującego zdjęcia, ale chętnie podzielę się fotografią z rekolekcji letnich. 

Fot. Rafał Rutkowski

"Nie lubię ludzi. Idioci, krzywdzą innych. Nie lubię." Tak myślałem, może wciąż czasem myślę. Może, bo ostatnio doprawdy zachwyciłem się człowiekiem, jako istotą. To człowiek wywołuje wojny, zabija innych, to człowiek podporządkowuje sobie wszystko, co się tylko da. Człowiek potrafi doprowadzić drugiego do chęci odebrania sobie życia. Tak, trudno temu zaprzeczyć.

Ale czy człowiek to tylko zło? Czy dziecko, które się rodzi, ma zapisane w kodzie DNA, że będzie złe? Czy tam jest napisane "złodziej, cham, chuligan"? Nie. To, jaki jest każdy z nas, zależy od nas i od ludzi, z którymi obcujemy. To człowiek wywołuje w nas największe uczucia i emocje, najgorsze, ale i najlepsze. Człowiek, najdoskonalsza z istot żyjących na Ziemi, choć wciąż nie doskonała. Człowiek potrafi coś, czego nie potrafi nic innego. Potrafi kochać, kochać drugiego człowieka. Potrafi oddać za niego życie, uratować mu życie i nadać sens jego życiu.

Czemu właściwie tak piszę?

Młodzież teraz dorasta w dziwny sposób, dużo piją, dużo mówią, mało robią. Mało robią sami, no może expią sami i expią całkiem nieźle, ale to nadal niewiele. Dużo zabawy, rozrywki, dużo silnych bodźców, ale mało myślenia. Im mniej, tym więcej czasu na melanż, więc super. I gdy widzisz, że przeciętny szesnastolatek/szesnastolatka żyją w drodze od komputera do telefonu podłączonego do ładowarki, widzisz w szkole płacz, bo na asku ktoś napisał, że mam grube uda, albo purpura złości na licu, no bo jak wytrzymać 45 minut bez papierosa, skoro palę już od 4 dni. I gdy wszystko zmierza ku monopolowemu, jedziesz na rekolekcje, jedziesz w góry i spotykasz ludzi... innych, choć takich samych. Też z problemami, problemami w sercu, w głowie, w domu; spotykasz ludzi pełnych wad, często lęków; ludzi, którzy nie radzą sobie z sobą. Tylko jedno ich różni - są pełni miłości. Miłości, wiary i nadziei. Patrzysz na nich, widzisz, że nie wszystko jest ok, ale widzisz, że nic ich nie złamie, że nie jesteś w stanie odebrać im uśmiechu, zwykłej radości. Nie jesteś w stanie to mało powiedziane, patrząc na nich, nie chcesz im niczego odbierać. Tylko się zastanawiasz, co mogę im dać? Albo co mogę od nich wziąć? Są piękni. Nie piękni urodą, piękni duchem, piękni życiem. Ich życie ma sens i nadaje sens Twojemu. Czy jest coś piękniejszego?

I wiesz co jest w tym wszystkim najlepsze? Możesz być jak oni. Możesz cieszyć się życiem i dziękować za nie, obojętnie jakie by ono nie było.

Każdy z nas jest powołany do miłości, nawet jeśli myślisz inaczej, to nie zmienisz tego. A powołania są od tego, by je wypełniać.

Jestem rozentuzjazmowany i z pewnością wyindywidualizowany, ale mam nadzieję, że choć trochę oddałem moją fascynację człowiekiem, drugim człowiekiem. Jeśli ktoś jest ciekawy, jak było w górach, to było tak:


Mogą być błędy w pisowni, nie mam ochoty sprawdzać, czy wszystko jest ładnie. Jest tak, jak miałem w głowie. Wybaczcie nieprofesjonalizm. Dziękuję za uwagę.